przedłużanie włosów

kochane kobitki:)
rewelacyjna metode przedluzania wlosow oferuje 'hit salon' na ul.Lnianej 27
wlosy przedluzane sa na specjalne tasmy.Nie obciazaja naturalnych wlosow, i poniewaz nie stosuje sie do tego zadnych zgrzewow nasze naturalne wloski sie nie pala:)
malo tego, metoda jest strasznie szybka(zajmuje ok 1h a nie 5 )
koszt przedluzania to 800zl razem ze strzyzeniem i modelowaniem, jesli ktos chce przedluzyc i mocno zagescic wlosy koszt wzrasta do 1600zl, co i tak jest stosunkowo malo, bo np. w legrand cena zaczyna sie od 2500zl.
Sama przedluzylam sobie u nich wlosy i jestem straaaasznie zadowolona:)
goraco polecam:)

 

Przedłużanie i zagęszczanie włosów

Czy któraś z Was przedłużała sobie włosy ,jak tak to jaką metoda i czy była zadowolona z efektu? Mnie od paru dni kusi na tego typu zabieg, by na wakacje zafundowac sobie troszke dłuzsze i gęściejsze włosy. Juz troche się obeznałam w technikach. Ale troche sie boję , myśle o metodzie Micro ring( nawet nie drogo i podobno nie niszczy włosow),prosze , niech któras mi doradzi...Spełnło by sie moje marzenie ...:)

Przedluzam i zageszczam wlosy!!!

Cytat:lidzia168, nieznam tej metody, ja caly czas robie metodą racoon czyli doklejanie kępek włosków, raz miałam klejone tasmy ale to była fatalna pomyłka, czułam sie jakbym miała doklejoną peruke na głowie i było te tasmy cholernie widac.Mozesz napisac cos wiecej na ten temat?moze jakbys mogła wkleic jakies zdjecie jak to wygląda?ciekawa jestem.


Ja miałam kiedyś przedłużane włoski, właśnie tą metodą. Miałam zrobiony cieniutkie warkoczyki przy samej skórze głowy (z moich naturalnych włosów + sztuczne) i do nich przyszyła mi włosy na taśmie (normalnie igłą i nitką). Ładnie to wyglądało przez pierwsze 1,5 miesiąca później warkoczyki się obnniżyły i je było widać. Nigdy nie podnosiłam warkoczyków (przedłużałam włosy tylko raz) więc nie wiem jak to wygląda. Ogólnie byłam zadowolona przez te 1,5 miesiąca i nie zauważyłam żeby włoski po tym były jakoś szczególnie zniszczone

Przedluzam i zageszczam wlosy!!!

Przedłużam włosy u klientki w domu,

włosy naturalne europejskie cena od 500 zł do 140 pasemek (długość 55 cm)
włosy naturalne słowiańskie cena 1400 zł do 120 pasemek (długość 47- 50 cm)
włosy syntetyczne firmy LATREND PROFIBRE lub MONOBRAID cena 350zł do 120 pasemek długość (65-70 cm)

Jeśli posiadasz swoje włosy i chcesz je założyć koszt usługi 200 zł,
Zdjęcie włosów 100 zł
Dla stałych klientek zdjęcie i podciągnięcie (tych samych włosów) w cenie 250 zł

140 pasemek jest to taka optymalna ilość pasemek dla osób o przecietnej ilości włosków na głowie. Posiadam dyplom ukończenia kursu przedłużania włosów na metodę keratynową i tą metodą przedłużam , oraz uprawnienia do pracy z klientem, klientka ma wgląd w te dokumenty przed wykonaniem zabiegu przedłużania, możliwość wystawienia rachunku po wykonaniu usługi na życzenie klientki, włosy posiadają certyfikat jakości od dostawcy, po wykonaniu zabiegu klientka otrzymuję ulotkę informacyjną z pielęgnacją krok po kroku, z nazwami kosmetyków jakich powinna używać, aby włosa nie zniszczyć.

Przedłużam włoski również w salonie.
505497385

Pozdrawiam

 

Co mogę zrobic by włosy szybko urosły?

Witam!
Mam pewnien problem... mam krótkie włosy i od pewnego czasu zapuszczam je by mieć piękne długie. Lecz mam dośc czekania. Biorę wiele witamin i żyje bez stresu itp, czyli rzecz biorąc stwarzam dobre warunki by włosy "szybko" rosły. Jednak nie widać efektu. Zdecydowałam się na przedłużenie włosów ale słyszałam że niszczą włosy itp. więc zrezygnowałam. Czy jest jakaś inna metoda by włosy szybko rosły oprócz czekania? Albo czy jest taka metoda przedłużania która jest bezpieczna dla włosów, efektowna itp? Nie chce doczepiać sobie pasemek lub ich kleić itp. PROSZĘ POMÓŻCIE!!!!!
CHCE NAPRAWDĘ PIĘKNIE I SEKSOWNIE WYGLĄDAĆ!
Piszcie na mój nr gg. 7852287 ( :

Przedłużanie włosów

Cytat: Jeśli już Ci tak strasznie zależy i stać Cię na wybulenie co 3 miesiące przynajmniej 800zł za gorsze włosy do 2000 za włosy najlepszego gatunku, które wyglądają prawie jak naturalne to możesz robić.

Cytat: Jedna koleżanka mówiła mi, że przedłużanie sztucznymi włosami 400 zł, naturalnymi 800 ^. Nie wiem czy to prawda, ale nawet jeśli, to hmm...

Cytat: Doczepiane wyglądają lepiej niż te przedłużane.
Jak pisała Angel te drugi się bardzo kołtunią ; /

Cytat: A tak nawiasem słyszałam, że jak mocniej się pociągnie za kitke sztucznych włosów, nawet tych lepszych, mogą po prostu odpaść


Jak własne pociągniesz, to też wyrwiesz, co?
Swoją drogą też od metody przedłużania zależy to, jak się trzymają. Klej trzyma mocniej niż same supełki.

przedłużanie włosów

WItam.Chcem zrobic kurs przedłuzania i zageszczania włosów (naturalnych) i zastanawiam jakiej metody sie uczyc,moze macie jakies doswiadczenie i znacie miejsca gdzie najlepiej sie zgłosic.Prosze o rady i ewentualnie nazwy salonow lub szkoł gdzie przeprowadzają takie szkolenia.Z góry dziekuje za pomoc.

SZKOLENIA YASMIN TYCHY 2009

Zapraszamy Serdecznie do Centrum Szkoleniowego Yasmin

Szkolenia z zakresu stylizacji paznokci
Metoda żelowa, metoda akrylowa
Zdobiennictwo Nail Art, Nail Art Russian Style
Kolorowy akryl rózne poziomy
Pedicure Kosmetyczny
Manicure
Air Brush
Frezarka

Więcej informacji http://www.yasmin.com.pl/centrum-szkoleniowe-szkolenia-24.html

Zapraszamy również do naszych Instruktorów i Dystrybutorów
aktualna lista
http://www.yasmin.com.pl/dystrybucja.html

Szkolenia z przedłużania i zagęszczania włosów
http://www.yasmin.com.pl/przedluzanie-wlosow-szkolenia-28.html

Zapraszamy

Przedluzanie wlosow prosze o pomoc

Ja znam 2 salony, jeden jest na Corporation Street, tam trzeba placic za konsultacje, ale nie pamietam ile. Drugi nie pamietam nazwy ulicy, ale to rownolegla do Corporation Street, tam gdzie "tylna czesc" House of Fraser. Oba salony przedluzaja metoda Raccoon, to znaczy wlosy doczepia sie na zywice. Ja przedluzam ta metoda od paru lat i nie narzekam.

Przedluzanie wlosow prosze o pomoc

Super bardzo dziekuje za odpowiedz chcemy z kolezanka przedluzyc wlosy myslalysmy o metodzie keratynowej, al jest dosc duze ryzyko ze kiedy wlosy zaczna odrastac porobia sie dredy na odrostach. Mam jeszcze jedna prosbe podaje swojego maila<izkierka183@wp.pl> jesli moglabys napisac nam cos wiecej w wolnej chwili co ile powinno sie uzupelniac takie przedluzone wlosy czy sciagac i zakladac nowe bo szczerze nie mam zielonego pojecia na temat przedluzania wlosow po za opiniami czytanymi gdzies na forum i jak w praktyce wyglada pielegnacja takich wlosow. Domyslam sie metoda na zywice jest metoda na cieplo czy to nie pali wlosow? I ostatnie pytanie czy ty przedluzasz cale wlosy bo mi w sumie chodzi jakby o dpczepienie dluzej spodniej warstwy nie zageszczenie i przedluzenie calosci choc nie wiem czy to co wymyslilam jest mozliwe. Z gory dziekuje za odpowiedz

Przedluzanie wlosow

Czesc mam pytanie czy ktos moze przedluzal sobie wlosy w bham jesli tak to jaka metoda i gdzie? Jestem bardzo ciekawa efektu i oczywiscie czy potem takie wlosy nie odpadaja, czy nie niszcza sie przy tym moje naturalne wlosy. Jaki jest koszt takiego zabiegu? Slyszalam o metodzie przedluzania kertyna, ale jestem ciekawa opinii osob ktore mialy przeprowadzony juz taki zabieg. Z gory dziekuje za odpowiedz:)

Przedluzanie wlosow

Tez sie zastanawiam gdzie i za ile mozna przedluzyc wlosy w bham. Ja przedluzalam w polsce metoda racoon i jestem bardzo zadowolona, nie niszczy wlosow, wygladaja naturalnie, zadnych problemow. Ale tutaj mam problem ze znalezieniem fryzjera ktory przedluza ta metoda. Mam nadzieje ze ktos tutaj wie cos na ten temat.

Przedluzanie wlosow

Ta metoda ktora ja przedluzalem jest chyba podobna do keratyny. Wlosy przyczepia sie na zywice. Potem mozna je zdjac i na wlosach nie ma sladu ze cos tam bylo doczepiane. Przedluzalam kilka razy i naprawde nie narzekam. O tulejkach slyszalam ze bardzo niszcza wlosy. A wiesz jakie sa ceny przedluzania w bham ?

Przedłużanie i zagęszczanie włosów

Mysle o przedluzeniu sobie wlosow.Chetnie uslysze zdanie osob ktore takowa operacje sobie zafundowaly.Najbardziej (oprocz ceny) przeraza mnie ,ze np.po nocy obudze sie z wlosami za wersalka albo w ciagu miesiaca zrobi mi sie bocianie gniazdo ;] .Wiem ,ze jest wiele metod przedluzania i ponoc najlepsze wlosy to slowianskie.Efekt do 3miesiecy.
Ktos z forumowiczow ma doswiadczenia z przedluzaniem?

Przedłużanie i zagęszczanie włosów

Cytat:Mysle o przedluzeniu sobie wlosow.Chetnie uslysze zdanie osob ktore takowa operacje sobie zafundowaly.Najbardziej (oprocz ceny) przeraza mnie ,ze np.po nocy obudze sie z wlosami za wersalka albo w ciagu miesiaca zrobi mi sie bocianie gniazdo ;] .Wiem ,ze jest wiele metod przedluzania i ponoc najlepsze wlosy to slowianskie.Efekt do 3miesiecy.
Ktos z forumowiczow ma doswiadczenia z przedluzaniem?



moja dobra kolezanka sobie zafundowala przedluzenie ( nie orientuje sie ile placila)..wszystko fajnie wygladalo ale jak sciagnela to zostala jej polowa wlosow...nie dosc ze malo bo reszta powypadala to jeszcze oslabione strasznie. jak ktos ma geste i mocne wlosy to moze probowac ale jak sa slabe to nie ma co bo sie zniszcza jeszcze bardziej.
teraz moja kolezanka sobie przedluzala sztucznymi wlosami..dala 460 zl i szczerze to brzydko to wyglada:/

Pielegnacja Wloskow Przedluzonych....

Kurcze czemu to tyle kosztuje? i aż tak trzeba kombinowac żeby miec cos fajnego na głowie? Ja wiem ze nie zapuszcze długich włosów, mowy niema, swoje mam cienkie i mało, jedyne wyjście to własnie przedłuzac, wiec tez to robie juz od paru lat, kombinując własnie, raz kupie włoski same a tylko mi doczepią, raz znów zakładam troszke , potem dokładam, teraz znalazłam taniej dziewczyne i przechodzę koszmar, bo równo po 3 tygodniach z włosów zeszła keratyna czy cos co powodowało ze włos był miekki i szklisty, teraz przypomina siano, niczym nie mogę go doprowadzic do porządku, elektryzuje sie makabrycznie, kupuje jakies spraje, cholerstwa zeby nie plątał sie i nie elektryzował, dałam 450 zł które wyrzuciłam w błoto, masakra!!!A tylko dlatego ze chciałam przyoszczędzic kasy. Zawsze chodziłam do jednej osoby, przedłuzała mi metodą racoon, (mogę w ciemno ją polecic!!!) za 600-700 zł to mam przesliczne włosy, i nic z nich nie schodzi!!!A tu? masakra!!! I nic nie mogę z tym zrobic, jedynie jak umyje i wysusze prostownicą są ładne, a na drugi , trzeci dzien koszmar, wygladam jak miotła!!!Wogóle mi juz iles pasemek spadło, a z reszty wychodzą kudły, co ich dotkne grzebieniem!Siedziec i płakac tylko, albo po prostu je zdjąć i doczepic juz takie zeby było wszystko ok.

mikroringi -tulejki

Cytat:Dziewczyny jak to wlasciwie jest z przedluzaniem wlosow na tulejki lub mikroringi? czy te tulejki odczuwa sie na glowie ??Czy jest to bezpieczna metoda,nie niszczy włosów , cyz obraczki po zaciskaniu nie beda lamaly naturalnych wlosow ?? jakie wlosy europejskie czy slowianskie ?? bardzo prosze o odpowiedz.z gory serdecnzie dziekuje !!!



Hej, hej
Niewiem czy przedłużałaś już włosy jakąkolwiek metodą, to wtedy miałabyś porownanie, ale zapewniam Cię, że praktycznie są niewyczuwalne, nie przeszkadzają, nie gniotą i są przede wszystkim bezpieczne dla włosów. Nie niszczą ich i nie łamią jak inne metody. Przedłużam włosy już ponad 3 lata i uważam ze dla moich cienkich i słabych włosów ta metoda jest the best. I teraz przedłużam i polecam ją innym.
A jeśli chodzi o to że się zsuwają, to nie jest to kwestia włosów klientki (cienkie czy słabe) tylko umiejętność ich założenia no i oczywiście ringów
W każdym bądzie razie zapraszam na moją stronę
www.monique.x.wp.pl
a w razie niejasności tel 0 603 66 66 88

Przedłużanie włosów, zagęszczanie włosów

Jestem dyplomowaną stylistką, ukończyłam kurs przedłużania włosów metodą keratynową i na tej metodzie pracuję (możliwość wystawienia rachunku), zapraszam wszystkie zainteresowane Panie , chętnie odpowiem na pytania:
GG:3491223,
telefon: 505497385,

Pozdrawiam Patrycja

Szukam specjalisty od przedłużanie włosów

Szukam specjalisty od przedłużania włosów. Obecnie nie mieszkam w Polsce, więc nie mam jak się przejechać po różnych salonach fryzjerskich i oczywiście w innych miastach, gdyż u mnie w mieście nie ma możliwości skorzystania z usługi przedłużania włosów. Interesuje mnie termin 16 lub 17 lipiec. Najlepiej fryzjer z Łodzi, Częstochowy, Piotrkowa, lub okolić, woj. łódzkie jak najbardziej. Interesuje mnie metoda przedłużania włosami naturalnymi, dł. 50-60cm.
Bardzo proszę zainteresowane osoby o kontakt.

przedluzanie wlosow porady opinie przezycia...

Czesc:)CO SADZICIE O PRZEDLUZANIU WLOSW??czy mialyscie wykonywany taki zabieg na swojej glowie??jesli tak to jaka metoda??jakimi wlosami??i czy efekt byl zadowalajacy??
Ja osobiscie mialam przedluzone juz 4razy i w tym momencie jestem w trakcie odpoczynku wlosow po zabiegach...
dwa lata temu mialam przedluzone wlosy dwu kolorowo wlosami syntetycznymi.Mialam je cztery miesiace zaplacilam 400zl:)bylam wmiare zadowolona:)pozniej tez byly syntetyki al;e to byla porazka strasznie mi zniszczyly sie wlosy bo uzyta zostala metoda na zgrzewy keratynowe:((przedostatnio przedluzalam juz naturalnymi.Wloski byly super miecitkie jak moje!!Tylko znou metoda wplywalana strukture moich wlosow.Mialam je 5miesiecy.Ostatni raz mialam tez wloski naturalne to bylo sup[er metoda idealna nie zniszczyla moich wlosow i wogole naturalny efekt miodzio:)) zaplacilam 500zl tez mialam je 5miesiecy Obecnie nie mam doczepionych ,ale to juzjest jak nalog ii za 2-3miesiace znow sobie przedluze:)) Osobiscie polecam przedluzanie wlosow ALE z glowa!!Czyli metoda nie niszczaca wlosy!!!bo efekt jest super !!nio i te spojzenia facetow )hehehe pozdrawiam i czekam na wasze opinie

przedluzanie wlosow porady opinie przezycia...

ja o przedluzaniu moge powiedziec bardzo wiele znam sie na tym po swoich doswaidczeniach o z wielu innym zrodel.Po za tym sama jestem fryzjerka i przedluzam wlosy.Moge powiedziec ze rodzaj wlosa praktycznie nie wyklucza przedluzania wlosow,wszystko zalezy od umiejetnosci fryzjerki i odpowiednio dobranej do wlos metody:)a jest ich naprawde wiele i dobrac do klijetki odpowiedniej nie powinno byc wiekszym problemem.Ja mam wlsoy cienkie raczej zadkie i ostatnio przedluam metoda bardzo dobra ktora nie ingeruje w strukture moich wlosow zdjec nie mam narazie jak zrobic takze lipa

przedluzanie wlosow porady opinie przezycia...

Ja przedluzalam wlosy 2 razy,naturalne, metoda na cieplo i zimno.Pierwsze (na cieplo) -efekt byl super ale nie odwiedzalam fryzjera i pielegnowalam sama i po kilku miesiacach bylo troche klopotu ze sciaganiem bo w niektorych miejscach porobily sie koltunki. Wtedy placilam chyba okolo 1000PLN.Drugi raz przedluzalam w salonie Kenzo w Poznaniu i bylam jeszcze bardziej zadowolona i wtedy bylo wszystko idealnie.
Warkoczyki tez mialam raz i tez byly swietne.
Po kazdym przedluzaniu i po warkoczykach tez wlosy dochodzily do siebie w miare szybko a nie mam ich szczegolnie mocnych,gestych i dlugich-wrecz przeciwnie.

Uwazam ze jesli ktos tego nigdy nie robil to nie powinien na ten temat wypowiadac sie w sposob negatywny bo i skad ma wiedziec jak to jest naprawde.

Ja tam polecam -szczegolnie dla mlodych i szalonych dziewczyn

jakie włosy do przedłużania?

Ja mialam 2 razy przedłużane na ringi ale wytrzymałam tylko miesiąc:) zbyt leniwa jestem żeby pielęgnować je tak jak trzeba często myję włoski nachylona nad wanna głową w dół a przedłużonych nie powinno się tak myć gdyż bardzo obciązone są wtedy nasze naturalne włoski w miejscu łączeń i mogą sie po prostu powyrywać Przedłużałam włosami naturalnymi kupionymi w internecie na stronie http://www.wlosyonline.pl/ Obowiązkowo szampon odżywka i maska silnie nawilżająca żeby przedłużenia nie wysuszały się Zastanawiałam sie też ostatnio nad przedłużeniem, ale myślałam o metodzie na klej ... Nie trzeba bawić sie w pasemka i wydaje się być to wygodniejszą metoda.. U mnie w mieście właśnie m.in taką metodą robią. Coś takiego znalazłam na you tube http://www.youtube.com/watch?v=RuB7yuToAEY . Może któraś z Was wie wiecej o tej metodzie na klej ?

jakie włosy do przedłużania?

Moja siostra sobie przedluzala wloski i jej zdanie to takie iz na ringi bardzo sa obciazone wlasne wloski i po zdjeciu nosila ok 7 m-cy okazalo sie ze jej wlosy sa ponadcinane w miejscu gdzie byl ring. Teraz ma przedluzone na tasme i zaczepione tzn przyszyte do cienkiego warkoczyka-francuza i sobie bardzo je chwali nic sie nie dzieje z jej wlosami tylko raz na ok 1,5 miesiaca musi isc na podczepienie czyli na zrobienie nowego warkocza bo tamten rosnie i sie opuszcza, zalezy tez jak komus wlosy rosna jej b. szybko. Takze tez polecam ta metode wygodna i chyba szybsza w zakladaniu. A miala przedluzane na remy indyjskie.

<<Przedlużanie włosów>>

Hej wszystkim Mam pewien problem, a mianowicie chciałabym przedłużyć sobie włosy. Czytałam opinie na temat przedłużania włosów rożnymi metodami i szczerze mówiąc nie mam pojęcia co wybrać. Ostatnio moja uwagę przykuła metoda ''micro rings'' wyczytałam, że polega ona na przedłużaniu włosów za pomocą niewielkich i niewidocznych aluminiowych obrączek, które nie uszkadzają włosów, głównie za sprawą braku potrzeby wykorzystywania jakichkolwiek klejów, czy innej chemii. Przy odpowiedniej pielęgnacji przedłużonych włosów za pomocą mikroringów, można się z nich cieszyć przez około 3 miesiące, lub bardziej precyzując – do czasu, gdy odrost nie będzie Ci przeszkadzał. Po tym czasie należy otworzyć mikroringi, podciągnąć je do góry i ponownie zacisnąć na kolejne 3 miesiące. Niby jest to najbezpieczniejsza metoda, bo włosy się nie niszczą... Jeżeli ktoś z Was wie coś na ten temat, to proszę o radę Pozdrawiam

Przedłużanie włosów

Witam wszystkich
czy ktoś może mi polecić najlepszą metodę przedłużania włosów???chciałabym wziąć udział w szkoleniu ale nie wiem na które się zdecydować?????

Przedłużanie włosów

czy któś moze orientuje sie na czym polega przedłużanie włosów na taśme, czy jest to trwałe i lepsze od pozostałych metod przedłużających włosy?

przedłużanie włosków - kilka pytan;)

Nie jestem zwolennikiem przedłużania włosów, szczególnie na stałe. Jeśli jednak już przedłużać to proponuje metodę na zimno czyli na tzn mikro ringi (np easy-hair). Za 400zł na pewno nikt profesjonalnie nie wykona usługi przedłużania włosów, tego typu usługi są droższe.

Witam!!!Przedłużanie włosów w Krakowie.Okazja-super ceny.Pol

WITAM
.

Oferuję usługę przedłużania i zagęszczania włosów-na terenie Krakowa-u mnie bądź w domu klientki.

Oferuję włosy syntetyczne-monofibre oraz profibre-są to włosy najwyższej jakości
(można je prostować)

oraz włosy naturalne,o strukturze azjatyckiej,indyjskiej,europejskiej i słowiańskiej
(można farbować,prostować,kręcić)

Pracuję na 5 rodzajach włosów :
.

1) Włosy syntetyczne(monofibre i profibre)- są to włosy sztuczne-
dobre jakościowo.
Są bardziej błyszczące niż nasze włosy.
Wyróżniamy z nich 3 rodzaje: włosy proste,
faliste i kręcone.Można prostować,kręcić,suszyć.

2) Włosy azjatyckie - są to włosy naturalne,
dosyć grube i proste.
Można je prostować,suszyć, farbować.
Ciężko się je kręci.
Nadają się do założenia na włosy grube,gęste.
Są one najtańsze z włosów naturalnych

3) Włosy indyjskie-są to włosy naturalne
najpopularniejsze w przedłużaniu
Nadają się do farbowania.
Można je prostować,kręcić,suszyć.
Są to włosy dla Pań,które posiadają
swoje-zarówno grube jak i cienkie włosy.

4) Włosy europejskie - są to włosy naturalne,
bardzo dobre jakościowo-gładkie po umyciu.
Można je kręcić,prostować,suszyć,
i farbować.

5) Włosy słowiańskie - są to włosy naturalne,
najlepsze jakościowo,miękkie, cienkie,
najbardziej podobne strukturą do naszych włosów.
Są to najdroższe włosy.
Można je suszyć,kręcić,prostować.
Jako jedyne-można je poddawać rozjaśnianiu.

Przedłużam metodą microrings-czyli małymi mikroobrączkami,tulejkami oraz zgrzewami keratynowymi.

Włosy przedłużone o strukturze azjatyckiej i indyjskiej można nosić około 3-4 miesięcy-jeśli się dba o
nie odpowiednio.Włosy europejskie 6-9 miesięcy.Natomiast włosy słowiańskie do dwóch lat-podciągając
jak pojawi się odrost Instrukcji udzielam na miejscu

TYLKO TERAZ CAŁKOWITE PRZEDŁUŻENIE I ZAGĘSZCZENIE

-WŁOSAMI SŁOWIAŃSKIMI 650zł

-WŁOSAMI EUROPEJSKIMI 450zł

-WŁOSAMI INDYJSKIMI 350zł

-WŁOSAMI SYNTETYCZNYMI 200zł
.

TELEFON KONTAKTOWY 501-629-759

gadu gadu : 2522894

Serwis awaryjny w ramach usługi

UWAGA!! DLA STAŁYCH KLIENTEK RABATY I PROMOCJE.
.

ZAPRASZAM!!!.

Zdjęcia dostępne na maila

Najdelikatniejsza metoda przedłużania??

Mam bardzo zniszczone wlosy. Która metoda powinnam je przedłużać? Podobno wlosy naturalne sa mniej szkodliwe, ale niezabardzo rozumiem dlaczego?

Ultradźwiękowe Przedłużanie i Zagęszczanie Włosów

Najnowsza rewolucyjna metoda Przedłużania i Zagęszczania włosów.
Doczepiane włosy są wykonane ze specjalnie spreparowanych włosów naturalnych najwyższej jakości!
Łączenia wykonane tą metodą są płaskie, listkowe,praktycznie niewidoczne i niewyczuwalne, dopasowane kolorem do naszych włosów.
Używa się ich obecnie w wielu krajach na całym świecie m.in. Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji, Włoszech i USA.
Metoda ta nie polega na wiązaniu, zgrzewaniu lub klejeniu włosów jak często robiono to wcześniej.
Takie postępowanie powodowało duże zniszczenia naturalnych włosów. Do tworzenia złączeń wykorzystuje łańcuchy polimerów, których struktura molekularna jest bardzo podobna do włosów ludzkich. Łączenia takie są bezpieczne dla włosów i można je łatwo usunąć, gdy przyjdzie ochota na zmianę fryzury.

Metoda te jest zalecana do każdego rodzaju włosów. Od cienkich do gęstych.
Łączenie jest niewidoczne, mało wyczuwalne i co najważniejsze nie niszczy własnych włosów. Nie ucina włosa w miejscu łączenia, nie gromadzi się woda tak jak w przypadku microringów.
Nie obciąża cebulki włosa.

Włosy można nosic naprawde bardzo długo, zalezy to od tego jak szybko rosną włosy naturalne. Czas waha się od 5-6 do nawet 8 miesięcy.

Zabieg może wykonywać jedynie osoba posiadająca międzynarodowy certyfikat Great Lenghts !!!!

W związku z naszym nowo powstałym oddziałem na Ursynowie ( okolica stacji metra Natolin ) oferujemy Paniom promocyjne wykonanie usługi w cenie od 1600 do 2500 zł.

W celu umówienia się na konsultację i zapisy na sesje prosimy dzwonić pod numery:
606 204 164
691 667 117

Pozdrawiamy serdecznie
Zespół salonów Claire & Gracja
www.claire.com.pl

Przedłużanie włosów Warszawa i inne miasta

Piękne, długie, błyszczące i gęste włosy, to marzenie niemal każdej kobiety.
Na wygląd, wzrost i jakość włosów duży wpływ mają czynniki genetyczne, ale ogromną rolę odgrywa też stres, styl życia, zanieczyszczenie środowiska, odżywianie, pielęgnacja. Wiele kobiet marzy o gęstych włosach. Są kobiety, którym nigdy nie udało się wyhodować długich włosów, a bardzo chciałyby zmienić fryzurę.

Stosowane obecnie techniki przedłużania i zagęszczania dają efekt naturalności.

Na czym polega metoda?

Metoda keratynowa polega na przedłużeniu i/lub zagęszczeniu pasemkami z końcówką zakończoną łuską keratynową. Jest to również 100% bezpieczna metoda przedłużania dla naturalnych włosów.

Zawarta w łusce keratyna jest słynna z wartości regeneracyjnych więc można ją śmiało stosować na suche, zniszczone i kruche włosy.

Polega na opleceniu łuską naturalnego włosa i zgrzaniu zgrzewarką o niskiej temperaturze (roztapia tylko keratynę-nie włos naturalny!), co powoduje zamknięcie łuski. Przy idealnie dobranym kolorze włosów, zgrzew taki jest praktycznie niewidoczny (bezbarwna keratyna), poza tym jest bardzo wytrzymały i niewielki. Przy tej metodzie nie ma możliwości zsunięcia się pasemka, a ilość doczepionych włosów może być nieokreślona, co za tym idzie można dokonać takiego efektu końcowego jaki życzy sobie klientka a zgrzew nadal będzie niewielki i praktycznie niewidoczny.

Ile czasu można nosić pasemka?

Po ok. 3-4 miesiącach noszenia, zdejmuje się pasemka specjalnym płynem, który również nie ma wpływu na jakość i stan włosów naturalnych.

Dla kogo ta metoda?

Metoda ta jest przeznaczona przede wszystkim dla klientek wymagających, które mają np. uczulenie na nikiel i dla tych, które nie chcą aby było widać jakiekolwiek miejsce łączenia (np. przy czesaniu do góry) zdjęte włosy można drugi raz wykorzystać.

Rodzaj włosów

posiadam najwyższej jakości włosy naturalne i syntetyczne w bogatej gamie kolorystycznej, co zapewnia idealne dobranie koloru zbliżonego do włosów klientki

Włosy naturalne mają do 60 cm długości

500 zł za 140 pasemek

przedluzanie wlosow porady opinie przezycia...

Ja mam przedłużone włosy. Noszę je już ponad tydzień i jestem bardzo zadowolona. Są to naturalne pasma, odcień 1b, długości 55cm.
Włosy mam przedłużane metodą warkoczykową, która nie niszczy ich struktury i jest całkowicie bezpieczna.
Moja fryzjerka powiedziała, że jest to najtrwalsza metoda przedłużania włosów (pasmom przyczepionym na keratynę lub mikroringi zdarza się wypadać, nie wspominając o tym, że metody cieplne niszczą włosy).
Zabieg kosztował mnie 600 zł, ale następnym razem kupię włosy sama i doczepię sobie u niej prywatnie (nie przez salon), a wyjdzie mnie to prawie połowe taniej

A tu są zdjęcia, na których widać moje włosy:




Znajomi niejednokrotnie mówili zaskoczeni "ale ci urosły włosy!!", także zapewniam w 100%, że nie widać, że włosy są doczepiane

Chciałam jeszcze powiedzieć co nieco o włosach syntetycznych. Wczoraj spotkałam się z koleżanką, która ma doczepiane właśnie takie pasma i szczerze - przeraziłam się. Jej własne włosy nie są idealnie proste, a syntetyki są jakby wyprasowane. Przejście widać przeokrutnie i to aż razi. Na górze ma dużo swoich puszystych włosów i pod spodem proste długie pasma. Jeszcze w miarę to wygląda jak je wyprostuje, ale tak to porażka!! Włosy syntetyczne są tańsze od naturalnych, ale warto naprawdę zainwestować!! Tym bardziej, że włosy naturalne można prostować, kręcić itd., a włosów syntetycznych nie!

To tyle ode mnie, pozostawiam głos specjalistom

przedłużanie włosów -metody

Zajmuję się tym od 2 lat, opiszę moją metodę metodę bo ją znam najlepiej - czyli przedłużanie włosów na zimno.

Pasemka naturalne pochodzenia europejskiego, łączone za pomocą tulejek.
Jest to metoda zagęszczania i przedłużania włosów, na zimno, bez użycia zgrzewów, kleju i tym podobnych rzeczy - easy hair! "Na zimno" oznacza w tym przypadku użycie hipoalergicznych, miedzianych tulejek, które na zewnątrz pokryte są tworzywem. Kolor tworzywa dobierany jest do odcienia odrostu, tak, by nie było widać miejsc połączeń gdy zapragniesz spiąć włosy.

Włosy są doczepiane warstwowo, pasemko po pasemku, z uwzględnieniem zachowania tzw. konturów (czyli miejsc od spodu, po bokach i na górze, by zapewnić maksymalną dyskrecję noszenia podczas upinania włosów).

Kolory standardowe: (cena za pasemko)
Kolory specjalne (balejażowe lub ostre kolory)

Włosy są podatne na kręcenie, można je prostować, układać na piance etc.
Pasemka pakowane są po 25 lub 50 sztuk. Mozna nosic DO 6 miesięcy, praktycznie 3/4 pasemek po ściągnięciu i wyczesaniu nadaje się do ponownego założenia.
Włosy "swoje" po ściagnięciu są zdrowe, trzeba je wyczesać z tych obumarłych.

NIE WOLNO ich farbować (mozna jedynie tonerem profesjonalnym), isc spac z mokrymi oraz myć przechylając głowę do przodu.

Tutaj na fotkach macie pokazane zakładanie włosów, jak widać miałam juz niezły odrost na swoich, mimo to po założeniu włosów w pazdzierniku 2006 balejaz robilam dopiero na Swieta, od gory kilka pasemek w tych 3 kolorach, w ktorych byly zakladane wlosy.
Jesli chodzi o kolorki to to są identyczne kolory jak w palecie Wella i Londa (profesjonalnej oczywiscie) takze mozna dobrac super kolorki. Ja mialam 3 - jasny blond, moj naturalny i ciemniejszy o ton.

przedłużanie:






zagęszczanie:



Ilosc pasemek zależy od dlugosci swoich wlosow, od gestosci i tego czy np sa cieniowane. ja mialam krotkie ale geste choc cieniowane. Mialam przyczepione 150 pasemek.
Cena jest wysoka, ale Klientki są zadowolone bo nie są to włosy syntetyczne ani półsyntetyczne tylko naturalne i nie azjatyckie tylko europejskie.
Czasami przedluzaja tylko tyl, jak mają swoje w miare dlugie wlosy to im wychodzi ok. 450 zł

ZALETY TEJ METODY:
- nie ma ingerencji w strukturę włosa
- nie ma efektu termicznego- zgrzewania, klejenia etc
- wlosy przedluzone sa niewidoczne, wygodne i estetyczne
- dba się o nie jak o naturalne swoje, ponieważ przydluzane też są naturalne, tak samo wymagają szczorkowania i pielęgnacji
- włosy są wielokrotnego użytku ponieważ tulejka nie niszczy zaczepu pasemka
- można upinać koki, kręcić, prostować etc.

Metoda tulejkowa różni się od metody microrings. Najlepiej przedstawię to na zdjęciu



Opisy porodów w domu

Zakładam nowy wątek z opisami porodów domowych. Łatwiej będzie je znaleźć osobom zainteresowanym rodzeniem w domu.

Mój poród (19.03.2009 r):

W nocy ze środy (18 marca) na czwartek około 2.00 zaczęły się regularne skurcze co 7 minut. Zadzwoniłam do położnej, aby skonsultowaćco mam robić, zaleciła ciepłą godzinną kąpiel.
Zapisywałam częstotliwość skurczów, które, mimo, że bardzo regularne nie występowały częściej niż 7 – 8 minut. Mąż nieświadomy niczego spał w najlepsze a ja stałam przy komodzie tuptając energicznie w miejscu – pomagało mi to przetrwać skurcze.

O 9.00 rano przyjechała położna, zbadała mnie między skurczami i okazało się, że mam już 5 cm rozwarcie. Teoretycznie, więc poród bardzo ładnie i sprawnie przebiegał. Około 10.00 rozpoczęły się skurcze przypominające patre, miałam 9 cm rozwarcia. I od tej chwili poród miał przebiec już szybciutko. Niestety Tymon nie chciał dobrze wstawić się kanał rodny, miał krzywo ułożoną główkę, która nie mogła się wpasować. Próbowałyśmy wielu metod, pozycji, aby mu pomóc, ale szło bardzo ciężko.

Około 12.00 rozpoczęły się właściwe skurcze parte ale były bardzo krótkie, w każdym cyklu zaledwie po 3 co uniemożliwiało mi odpowiednie wypieranie dziecka. Przyjmowałam wszystkie możliwe pozycje, od kurczej, klęczącej, po stojącą na ugiętych kolanach, ale wszystko na nic, skurcze były intensywne, ale było ich za mało, więc gdy Tymon trochę posuwał się do przodu zaraz po ustaniu skurczów się cofał. Dla mnie trwało to wielki, choć położne (na II okres porodu przyjechała druga do pomocy) twierdziły, że idzie mi naprawdę sprawnie. Niemniej widziałam, że intensywnie wymyślają różne sposoby, aby poprawić ilość skurczów, bo ta faza porodu niebezpiecznie zaczęła się przedłużać.
Mimo moich wcześniejszych wyobrażeń o cichym, bezgłośnym porodzie krzyczałam wniebogłosy. Nie podejrzewałam się o takie „zdolności” i przede wszystkim taki brak oporów, ale krzyk bardzo mi pomagał.

W końcu pękł pęcherz płodowy, wody były lekko zielonkawe, ale położne zadecydowały, ze kontynuujemy poród w domu (teoretycznie zielone wody go dyskwalifikują).
Niestety moje słabe skurcze nadal nie pozwalały Tymonowi na wyjście. Byłam już bardzo zmęczona i miałam serdecznie dosyć, marzyłam tylko o tym, aby się położyć i zasnąć. Położne pomagały mi ściskając miednicę a w końcu w akcie desperacji lekko wypychając dziecko przez naciskanie na brzuch i to był przełom. Od tej chwili po trzech skurczach o godzinie 14.19 urodził się nasz synek.

Był owinięty dwa razy pępowiną, (która była niespotykanie długa jak na tak małe dziecko), dlatego wody były lekko zielonkawe. Urodził się malutki (2880 g), z czarnymi długimi włosami, grzeczny i spokojny. Dostał 10 punktów, nie miał żadnych problemów z przyssaniem się do piersi.

Jestem bardzo zadowolona z przebiegu porodu i wdzięczna położnym za ich determinację i pomoc. To wspaniałe kobiety.

Nigdy nie miałam żadnych wątpliwości, co do porodu w domu. Teraz nie mam ich tymbardziej. Jeśli jest się pod dobrą opieką to wszystko jest możliwe.
Pękłam tylko w jednym miejscu, bardzo delikatnie.

Po porodzie pytałam położnej czy w szpitalu w mojej sytuacji pozwoliliby mi na dokończenie porodu naturalnie, bez wspomagaczy. Nie pozwoliliby, ponieważ procedury szpitalne są ściśle określone i tak przedłużająca się II faza jest niedopuszczalna, należy podać oksytocynę jeśli nie ma finiszu po 0,5 godzinnych skurczach partych.

[Kult] Kąty

Bob Smith

Zacisnął zęby, rozejrzał się pa pozostałych i niemal nienawistnie spojrzał na agenta.

"Swoje już powiedziałem. Nie wiem *cenzura*, co ten agencior sobie wyobraża, no tak to nie będziemy rozmawiać już ja mu pokażę!"

Myślał głęboko i widać było ,że cały buchał od środka, ale po chwili zadusił coś w sobie i już beznamiętnie patrzył na to, co się dzieje.

"Ale chwila, jeśli teraz przejmę całą jego uwagę wówczas wezmą mnie na dłuższą obserwację, cholera wie do czego jest zdolny a przy sobie mam "śmierć". Prędzej czy później zorientują się, że coś jest nie tak. "

Bob rzucił ukradkowe spojrzenie w kierunku w którym nikogo nie było. Nikogo oprócz małej dziewczynki, której poza Bobem i tak nikt nie widział. Było to ukradkowe i chwilowe spojrzenie.

"Nie, nie teraz, nie rób z siebie wariata. Poczekaj spokojnie, może zaraz to wszystko się wyjaśni.
Jeśli o podpalacza chodzi to może ten zabandażowany facet będzie coś wiedział ?"

Spojrzał się zagadkowo na leżącego obok pacjenta. Sięgnął po kawę, odłożył na bok śmietankę i cukier i pił powoli rozkoszując się smakiem. Z całego przejęcia nawet nie zauważył jak bardzo był spragniony. Gardło niemal mu wyschło. Powoli i spokojnie popijał kawę czekając na reakcję innych.

Sara Peterson

Kobieta ze spokojem obejrzała wszystkie zdjęcia. Zrobiły na niej niesamowite wrażenie, choć nie rozpoznała na nich żadnej twarzy ani miejsca.
Następnie podała zdjęcia dalej i wysłuchała słów Agenta.

- To znaczy... Czy pan twierdzi... - wstała z fotela - Czy podejrzewa pan nas o to wszystko? O odprawienie jakiś durnych rytuałów i wyrycie swoich własnych imion na płycie? A może jeszcze podejrzewa nas pan o podpalenie?

- Obejrzałam te zdjęcia i niczego co tam jest nie kojarzę ani nie znam. Kiedy wybuchł pożar Uczelni byłam w pracy. Nie należę do żadnych sekt, nigdy w życiu nie uczestniczyłam w żadnych sekciarskich spotkaniach, na których odprawia się rytuały i wypisuje nazwiska ludzi na grobach...

- Proszę PANA! - siadła z powrotem w fotelu i założyła nogę na nogę dla pewności - Niech nam pan wyjaśni w końcu o co chodzi? Skoro wie pan coś na ten temat, to proszę udzielić mi informacji, ponieważ jak pan zdążył zauważyć na płycie widnieje nazwisko moje i mojego męża. Może ktoś z sąsiadów robił sobie głupie żarty? Nie wiem, ale martwię się o swoją córkę. A tak poza tym, czy w takim razie nie należy nam się całodobowa ochrona? Ktoś chce nas zabić, proszę pana! To poważna sprawa...

Zaczęła lamentować i nakręcać się sama na jakieś dziwne teorie, aż w końcu ktoś musiał jej przerwać. Wtedy cicho przeprosiła i wyraźnie się uspokoiła.

Alan Moss

- Chyba Pan Wilsmam opuścił kilka zajęć z psychologii. – pomyślał Alan widząc jego nieudolność w postępowaniu z osobami mającymi pomóc mu w śledztwie. Rzucił okiem na zdjęcia i podał je dalej, do Jeremy’ego. Podszedł do kobiety siedzącej w fotelu, przykucnął przy niej i biorąc za rękę postarał się ją uspokoić. W takich sytuacjach jak ta, udowadniał sobie po raz kolejny, że jego dyplom z psychologii nie okazał się tylko kolejnym papierem w szafie i czasem przydawał się w zwykłym, codziennym życiu.

- Czyli co, będzie Pan tak dalej siedział bezczynnie, bronił czci bogatych lekarzy i przyglądał się jak ci ludzie cierpią? Taką postawą chce Pan nas zachęcić do współpracy? – popatrzył na niego z politowaniem
– A może cierpienia jednostki to dla Pana zbyt mało? Rozkręca się Pan dopiero wtedy, kiedy ofiary idą w setki?
Mam w nosie wszystkich rządowych specjalistów, ale jeżeli będzie Pan tak dalej z nami pogrywał i traktował jak mięso na haku, to Pan i Pańskie śledztwo szybko do nich dołączą. – mówił spokojnym tonem z lekką choć zauważalną nutą sarkazmu.

- Wszyscy dobrze wiemy, że nic na nas nie macie, bo niczego nie zrobiliśmy, co byłoby sprzeczne z prawem. Wszystko, co Panu powiemy zależy wyłącznie od naszej dobrej woli. Więc jeśli naprawdę zależy Panu na przyspieszeniu tego śledztwa i naszej współpracy, to może użyłby Pan swojej władzy w dobrej sprawie i poprosił pielęgniarkę o padanie tych, cholernych środków znieczulających. To naprawdę żaden grzech, jeśli okaże Pan trochę człowieczeństwa w swojej poważnej pracy.

Teraz Pana ruch, proszę go dobrze przemyśleć.

Jeremy odstawił kubek niesłodzonej, czarnej kawy, którą przed chwilą sączył, kiedy przyglądał się reakcjom pozostałych. Zaczynał lubić tych ludzi. Są twardsi, niż myślałem. Nie dadzą sobą pomiatać - pomyślał z aprobatą.
Przejął od Alana zdjęcia. Przy pierwszym zdjęciu z niedowierzaniem uniósł brwi. Przy drugim zacisnął pięści, blizna na jego twarzy zaogniła się, a oczy zaczęły miotać pioruny. Cisnął zdjęciami o ziemię, po czym uderzył pięścią w ścianę. I jeszcze raz. I jeszcze raz. Z rozbitej dłoni popłynęła krew.
Odwrócił się gwałtownie ku agentowi, który ze zdumieniem przyglądał się jego reakcji. - Lepiej, żebyście coś z tym zrobili. - niemal wykrzyczał. - Jeżeli wy *cenzura* to śledztwo, to sam odnajdę tych sukinsynów i się z nimi policzę!
Wilsman spojrzał na niego z mieszanką nadziei na nowe informacje i lęku przed tym atakiem gwałtowności. - Pan... coś... rozpoznaje na tych zdjęciach? - Tylko chwila zmieszania. Agent natychmiast się opanował i spojrzał na Jeremiego już bez widocznych emocji. - Proszę się uspokoić i powiedzieć mi, co pan wie.
Jeremy wziął głęboki oddech. - Drogi Panie... jak Panu tam... - jego głos był pełen wzburzenia i goryczy. - ten grób... to miejsce spoczynku mojej... - głos załamał mu się na moment, w oczach pojawiła się sugestia łez - to grób jedynej kobiety, jaką w życiu kochałem. Jeremy zamilkł. W głowie miał mętlik. Jak mogłem przestać ją odwiedzać. Odkryłbym ich. Coś bym zrobił. Poczucie winy i żalu odebrało mu resztki samokontroli. Odwrócił się ku Wilsmanowi z dzikim, niewidzącym spojrzeniem. Jego oddech stał się gwałtowny. Czuł, że zaraz może zrobić coś złego. Z całej siły kopnął w ścianę. Ból przeszył mu stopę. Wiedział, że robi z siebie idiotę, ale to lepsze niż gdyby miał skrzywdzić tych ludzi. Uspokoił się nieco.
- Niech mi Pan wybaczy, panie agencie. Zwykle panuję nad sobą... Widziałem tego człowieka. - wskazał palcem na leżące wciąż na ziemi zdjęcie. - groził mi śmiercią. Był u mnie w księgarni. Mam z sobą książkę, którą się interesował. - Jeremy wyjął zza pazuchy tom o kultach ognia i podniósł go do góry jak jakieś trofeum. - Wiele z tych symboli na grobie jest tu opisanych. Czuł się wyczerpany. Spojrzał na Wilsmana niemal ufnie, tak, jakby ten miał klucz do tej zagadki.

Sara Peterson

Kobieta momentalnie wystraszyła się zachowaniem groźnie wyglądającego i nieznajomego mężczyzny. Szybko wstała z fotela i z obawą niemal maniakalną, oddaliła się od niego najdalej jak mogła. Bała się, że znowu ktoś ją uderzy, nie chciała więcej tego czuć... ta bezradność i ten ból... Niemal zemdlała gdy uświadomiła sobie, że mężczyzna jednak nie chce jej zrobić krzywdy. Usiadła na wolnym łóżku, wysoko pod ścianą i objęła swoje ramiona. Wyglądała jakby w jednej chwili miała się rozsypać i zacząć płakać.

Bob Smith

Położył rękę na ramionach kobiety. Wzdrygnęła się w pierwszym momencie i już ją chciała z siebie zrzucić, ale pohamowała się słysząc uspokajający głos Boba:
- Pani Saro już jest Pani bezpieczna, nikt tu obecny nie pozwoli na to by ktokolwiek Panią skrzywdził, ja z pewnością na to nie pozwolę.

Posłał jej możliwie najcieplejszy uśmiech, przesłał na nią całą pozytywną energię, jaką miał w sobie, po czym sam zabrał rękę z powrotem. Oboje jakby odetchnęli nieco z ulgą.

Ucieszył się z reakcji Jeremiego, przynajmniej przyciągnął on uwagę wszystkich a Bob mógł sobie znowu pozwolić na spojrzenie na dziewczynkę. "Śmierć" jakby zlękła się zachowania Jeremiego, lecz po chwili strach przeszedł w smutek - niewyobrażalny wręcz smutek. Teraz Bob poczuł, że sam potrzebuje wsparcia, bo nie wie ile jeszcze wytrzyma.

Oni przynajmniej mają już spokój - pomyślał, a ja wciąż przeżywam jakiś koszmar. Co ona tu ogóle robi? Bob już niemal chciał zapytać się o nią pozostałych, ale powstrzymał się. Nie wiadomo jak zareagują na ujawnienie "śmierci”, na to jest chyba za wcześnie.

Wypił łyka kawy odstawił filiżankę i przemówił - głos miał już opanowany i spokojny, niemal artykułował niektóre słowa, tak by dobrze zapadły w pamięci i uwadze słuchaczy. Był dobrym mówcą - przynajmniej, jeśli chodzi o technikę prowadzenia rozmowy i wysławiania się.

- Prowadziłem kiedyś sprawę pewnej kobiety oskarżonej o podtruwanie sąsiadów. Sprawa była o tyle skomplikowana, że robiła to przy pomocy magii Voo-Doo - tak przynajmniej twierdzili sami poszkodowani. Prokurator pewnie nawet nie ruszyłby tej sprawy, gdyby nie przeszukanie, które ujawniło, że kobieta ta była w posiadaniu wielu dziwnych środków a cześć z nich mogła być użyta do otrucia kogoś. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że gdy doszło do procesu, prokurator po odczytaniu aktu oskarżenia nie wydusił juz z siebie ani słowa. Milczał jak grób przez cały proces, podczas gdy ja zupełnie swobodnie i skutecznie broniłem kobiety. Mówię to Państwu po to by uświadomić Wam, że wierze w takie rzeczy. Nawet, jeśli ten kult czy sekta nie ma żadnej mocy to sama ich wiara w pewne rzeczy i zdarzenia może pociągnąć za sobą realne konsekwencje.

- Czy mógłbym obejrzeć tą książkę - zwrócił się do Jeremiego, co prawda agent pierwszy wyciągnął po nią rękę, ale Bob był bliżej i zdążył ją przechwycić - zaraz panu oddam chciałbym tylko zobaczyć czy w jakikolwiek sposób jest ze mną związana? Może coś mi podpowie - jak juz wspomniałem w dzieciństwie...

Zamilkł na chwilę. Wrócił do przeglądania książki i kontynuował dalej.

- O ile znam się na ludziach to ci z sekty z pewnością spróbują włamać się do Pańskiego domu i miejsca pracy tylko po to by ją zdobyć. Na chwilę zatrzymał się przy opisie jakiegoś rytuału, lecz po chwili kontynuował. Mam znajomego - zamknięto go na pół roku, jest doskonałym fałszerzem - właśnie za to siedzi, ale chyba nie mamy czasu na zrobienie kopii - zniekształconej oczywiście. Znając życie to oni nie dadzą panu spokoju dopóki nie zdobędą tej książki. Bob skończył ją już przeglądać i oddał ją właścicielowi. Widze, że jest stara i nie jest przeznaczona dla laików a to tym bardziej upewnia mnie, że mamy do czynienia z prawdziwymi okultystami.

- Logicznym ruchem sekty będzie próba zdobycia tej książki - może uda się na nich zastawić jakąś pułapkę Panie Wilsman? Jednak szczerze to wolałbym, aby pozostała ona w rękach dotychczasowego właściciela - zwrócił się do Jeremiego - Dzięki Bogu, że nie oddał Pan jej tym fanatykom. Staliby się jeszcze bardzie niebezpieczni.

- Poza tym myślę, że Pan Alan ma całkowitą rację. Jestem już niemal pewien, że nikt z nas niczego złego nie zrobił. Jesteśmy tu ofiarami a nie sprawcami tych przestępstw. Kiedy płonęła ta akademia to ja leżałem tu w szpitalu, więc definitywnie nie mam z tym nic wspólnego a Pański tryb rozmowy faktycznie odbiega od standardów rozmów z ofiarami przestępstw. Pielęgniarka będzie z pewnością potrzebna - jeśli Pan nie chce się pofatygować to ja to zrobię. Obrócił się i przycisnął przycisk wzywający personel medyczny. Po krótkiej chwili wpadła pielęgniarka.

- Czy cos się stało? - Spojrzała na zgromadzonych i na Boba.

- Tak proszę przynieść opatrunki temu człowiekowi - wskazał na Jeremiego- trzeba mu zabandażować dłoń, ten pan - wskazał na sąsiada leżącego na łóżku - widocznie cierpi z bólu proszę mu przynieść jakieś środki znieczulające, sam nie raz w życiu się poparzyłem - choć nie tak dotkliwie, ale wiem, że to boli jak cholera.

- Ja potrzebuję czegoś uspokajającego - może waleriana czy coś w tym rodzaju? I dla tej Pani również chyba by się to przydało, przecież widzi Pani, że jest ona cała roztrzęsiona. Poza tym straszne mam kołatanie w sercu. - Bob nie kłamał, od nadmiaru wrażeń (a może przez tą kawę) serce waliło jak oszalałe. Jest mi tu duszno, czy mogłaby Pani bardziej uchylić okno?

Pielęgniarka podeszła do okna, uchyliła je, po czym wyszła najprawdopodobniej po środki medyczne a przynajmniej Bob miał taką nadzieję.

Bernard Wilsman roześmiał się głośno, ale bardzo serdecznie. Wszystkich dziwił sposób, w jaki potrafił zmieniać nastroje. Nagle z jego twarzy zniknęły wszelkie oznaki zdenerwowania, robił wrażenie dobrego wujka z Ameryki, miał uśmiech który naprawdę potrafił rozładować napięcie.
- Spokojnie, nie wszyscy na raz. Cieszę się, że udało mi się zyskać wasze zainteresowanie przynajmniej. Pani Saro ja nikogo o nic nie podejrzewam, jestem bardziej skłonny wierzyć, że jesteście w niebezpieczeństwie i zostanie wam przydzielona ochrona, jeśli tego będziecie sobie życzyć. Panie Allan, pańskie słowa ranią mnie jak nóż. Ale ja też jestem człowiekiem i zaraz to panu udowodnię. Panie Jeremy, proszę spróbować się uspokoić, nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego, co pan teraz musi przeżywać, ale powiem coś, co może nieco złagodzi ból, mamy tego skurwysyna, właśnie wróciłem z jego przesłuchania. Ale to nie ten ze zdjęć.
Człowiek na zdjęciach to „Lord Płomieni”. Tak sam siebie mianuje, na początku uważałem ten pseudonim za zabawny, ale jakoś mi przeszło. Pomimo naszych starań, wciąż nieznamy jego prawdziwego imienia. Naprawdę mało o nim wiemy, tylko tyle, że pochodzi z Europy. Niektórzy z naszych ekspertów zaczynają wierzyć, że on się nigdy nie urodził. Głupie nie?
Wieko od trumny pańskiej żony od rana znajduje się w naszym laboratorium. Specjaliści dali radę ustalić parę faktów, które są co najmniej dziwne. Napisy wyryte zostały po wewnętrznej stronie wieka za pomocą krawędzi jakiegoś małego przedmiotu. Śladowe ilości złota, sugerują, że przedmiot ten był zrobiony z tego właśnie tworzywa. Sam napis zaczął powstawać tydzień temu a proces tworzenia zakończył się wczoraj. Co to oznacza? Co dziennie wydrapywanych było parę słów.
Dam wam czas na przetrawienie tych informacji zanim opowiem resztę, zbyt wiele informacji na temat tej sprawy na raz mogłoby naprawdę wami wstrząsnąć.
A teraz wybaczcie mi na moment, musze spełnić moje normy człowieczeństwa na dzisiaj i upewnić się, że pielęgniarka przyniesie to, co trzeba.- Skończył swą przemowę i wyszedł z sali.

Bob w tym czasie przekartkowywał księgę i zatrzymał się na jednej ze stron. Rysunek przedstawiał jeden z rytuałów, grupa osób stojąca w okręgu, wszyscy ubrani w rytualne szaty. Naga kobieta po środku z otwartymi tętnicami myje dziecko w małej wanience.
Nagle śmierć znalazła się koło niego, nie podeszła, po prostu zniknęła i pojawiła się tuż obok. Położyła dłoń na piersi Boba. Poczuł ból, mocny, znajomy. Dziewczynka uśmiechała się, ale to już przekraczało ludzkie normy. Szczęka rozwarła się nienaturalnie mocno, zobaczył kłębowisko larw i much w jej gardle. Bezpowrotnie zniknęły jakiekolwiek myśli o tym, że mogła być kiedyś dobra, w tej chwili stała się uosobieniem zła. Z całą pewnością nie posiadała materialnego ciała, utkana była z czystego chaosu, zła, cierpienia i bólu. Bólu, który przelewała teraz na niego.
Myślał intensywnie.- Mam mało czasu. Pół roku? To coś jest w stanie mnie załatwić w pół dnia. To wszystko jest ze sobą powiązane, rozwiązanie tej sprawy podpalenia to chyba jedyna moja szansa na uratowanie życia. To coś chce mojej śmierci, czeka cierpliwie, aby potem zabrać mą duszę do…. Nie, niemyśl w ten sposób, bo oszalejesz, zresztą, co mi szkodzi, ja już oszalałem. *cenzura*, ale to boli.- Jego ręka sięgnęła po przycisk wzywający pielęgniarkę, ale w tym momencie śmierć zniknęła, tak po prostu, a z nią minął cały ból. Wszystko to trwało niecałą sekundę. Jedyny ślad zdarzenia, jaki pozostał to zimny pot na jego twarzy.

Matthew Winder
________________________________________
Agent szybko pogrzebał nadzieję na spokój. Gdy tylko wrócił z kawą, od razu wyłożył o co mu idzie. Zebrani wdali się w dyskusję, momentami gwałtowną. Matt słuchał uważnie do momentu, gdy ujrzał zdjęcia. Trzy zdjęcia które z miejsca przegoniły powoli wracający spokój. Widział mężczyznę ze zdjęcia, widział go wychodzącego z płomieni... I nazwiska na trumnie... Matt czuł, że coś ściska mu serce, przed oczami mu pociemniało, a ręce zaczęły drżeć. Nie był w stanie podzielić się swoją wiedzą, koszmar wracał. Dopiero gdy mężczyzna z blizną wyznał co wie o zdjęciach, dopiero gdy agent Wilsman opowiedział o Lordzie, dopiero wtedy coś się w Matthew otworzyło. Nie zauważył nawet jak agent wyszedł. On był znowu w płonącym budynku. Zaczął cicho mówić, zwracając uwagę pozostałych.
- Ja... Ja widziałem, widziałem lorda... Ze zdjęcia, był tam...Wyszedł z płomieni, jak gdyby nigdy nic... Wyszedł i... ta twarz, te oczy... śmiał się.... – Matt wzdrygnął się. Widać było, że zaraz się rozpłacze. Zaczynał szlochać.
- Roy... Roy chiał pomóc, rzucił się, miał go. A on... on… nie mozna tak rzucić człowiekiem! Nie można... Ogień, Boże jak on krzyczał! Chciałem pomóc, nie mogłem... – tutaj zaszlochał mocniej, ale szybko przestał. Wstrzymał oddech.
- Audrey! – wyrzucił nagle – Gdzie ona jest?! Ogień... Tyle ognia! Boże! Stał przy niej, trzymał ją... Audrey, nie! Zabrał ja do ognia, wprost do ognia! Tyle ognia, ona krzyczy, a ja nie mogłem jej pomóc! Czy ona...? Bożeee, niee! – w tym momencie rozkleił się zupełnie. Poszarpane nerwy nie wytrzymały. Szlochanie przeszło w gwałtowny, spazmatyczny płacz. Płacz, który musiał poruszyć obecnych na sali współtowarzyszy.

Bob Smith

Zimny pot na zewnątrz a wewnątrz pustka. Bob zaniemówił, w skołatanej głowie echem odbijało się jedno jedyne słowo „NIEEEE!!!”
Bob chciał zrobić jeszcze wiele rzeczy, lecz kiedy "śmierć" pokazała swe prawdziwe oblicze zaniechał niemal wszystkiego. Złudzenie, w którym sam się dotąd utrzymywał, prysnęło niczym bańka mydlana w momencie, gdy "śmierć" otworzyła paszczę. To przez nią wylądowałem w szpitalu - zły tryb pracy, złe jedzenie, brak snu tak - to była prawda, ale przyznaj się Bob, nigdy wcześniej nie bolało cię serce, nawet dostanie się na 3 piętro w biurze nie sprawiało Ci większych problemów.
Boże, kto mi to zrobił i dlaczego?
Zaraz, kult, rytuał - ja za młodu skąpany w krwi... Może ostatnie wydarzenia były swego rodzaju zapalnikiem do uruchomienia całego tego koszmaru. Muszę raz jeszcze dokładniej przyjrzeć się rytuałowi - w jakim celu się go odprawia?
W tym momencie spojrzał na Jeremiego, to spojrzenie wyrwało go z odrętwienia, w którym tkwił do tej pory. Książka była najbliższym a być może jedynym źródłem informacji o tym, co mi się wtedy przydarzyło.

- Czy mógłbym zerknąć raz jeszcze? –Spytał Jeremiego- Jestem niemal pewien, że znalazłem w niej coś istotnego, coś, co związane jest ze mną i po prostu musze to wiedzieć. Jego głos i spojrzenie było niemal błagalne. Narzucała się myśl o skaleczonym dziecku, które wystawia swą ranną rękę do matki by ta nałożyła opatrunek.

Sara Peterson

Gdy tylko Agent zamknął za sobą drzwi, Sara parsknęła ironicznym śmiechem i założyła ręce na piersi.
- Mam już serdecznie dość tego dawkowania informacji! Co on sobie wyobraża? Że jesteśmy jakimiś półgłówkami i nie dopuszczamy do swoich tępych umysłów coś zupełnie ... nierealnego? - sprzeczność jej słów była nawet trochę śmieszna - Ile tu jeszcze będziemy siedzieć? Do białego rana? Zanim dowiemy się ... jeśli w ogóle dowiemy się tak naprawdę o co chodzi...
- Ktoś zbezcześcił grób kobiety. Wstrząsająca wiadomość.... wprost nie mogę się pozbierać! Do cholery, ktoś wydał na mnie wyrok! To, w rzeczy samej, mnie interesuje!

Była bardzo zdenerwowana, widać przydały by się jej jakieś środki uspokajające. Nie wstawała wciąż z łóżka i nadal z jakąś ukrywaną obawą spoglądała w kierunku mężczyzny z blizną na twarzy.

Alan Moss

Kobieta odsunęła się od niego przenosząc się na łóżko w pobliżu Boba. Widocznie jej doznania były zbyt świeże, by mogła przyjąć pomoc od kogokolwiek.
Alan wziął sobie wolne krzesło, usiadł na nim i zamyślił się głęboko nad słowami osób, które powoli, jedna za drugą, odsłaniały mroki swojego życia. Powoli w jego głowie układał się przeklęty plan istoty każącej nazywać się Lordem Płomieni. Było mu tak niewymownie przykro, że coś takiego spotkało tych wszystkich ludzi zwłaszcza Jeremy’ego, nie chciał rozmawiać o tym teraz, to były jego intymne sprawy i nikt nie musi tego wiedzieć poza nimi dwoma. Nie czuł się upoważniony, by mówić o sprawie Ann przy obcych, wolał poczekać na lepszą okazję do takiej rozmowy.

Doświadczenie Alana kazało mu sądzić, że ów Lord nie jest do końca człowiekiem, ale dowodzenie tego w tej chwili mogłoby niektórych już całkowicie i bezpowrotnie zepchnąć w szaleństwo. Za nic nie mógł do tego dopuścić. Wspomniał widziany wczoraj obraz czarnej, trującej swoim złem mazi, wylewającej się z otoczenia postaci Lorda i swoją reakcję na ujrzenie tak skumulowanego w jednym ciele zła. Kirlianowski obraz najbardziej psychopatycznego mordercy, jaki kiedykolwiek żył w tym kraju, zdałby mu się wobec obrazu Lorda zapewne tak niewinny, jak chłopięce zabawy w przypiekanie mrówek lupą zestawione z koszmarem mordów Drugiej Wojny Światowej.
Alan próbował zachować pozory spokoju, ale w głębi ducha był zrozpaczony i przerażony.
- Wdepnęliśmy w gówno po uszy. – powiedział, nie przywiązując nawet specjalnie uwagi do tego, że agent Wilsman opuścił już ich towarzystwo.
W gruncie rzeczy wiedział jednak, że prawda jest dużo straszniejsza. Byli chodzącymi trupami, które może nie do końca tylko zdają sobie z tego sprawę. Lecz czy śmierć w tej sytuacji mogła przynieść jakiekolwiek ukojenie, czy mogłaby być ucieczką… Nie! Śmierć będzie dopiero początkiem prawdziwego koszmaru.
Przedłużanie życia - to mógłby być ich cel, najważniejszy cel. Ale jak długo można je przedłużać w konfrontacji z Lordem? Jakie dokładnie są jego plany wobec nich i czy można im jakoś przeszkodzić? Dręczyły go pytania pozostające bez odpowiedzi.

Nie sądził, że kiedykolwiek spojrzy na swoje życie z perspektywy ograniczenia się do desperackich prób przedłużania jego gasnącego płomienia. Myśl o inwestycjach w przyszłość przywodziła jedynie uczucie beznadziejnego żartu, z którego powodu można bardziej płakać niż śmiać się.

Nagle zarejestrowane przelotnie emocje przerażenia wyryte na twarzy Boba przyciągnęły jego uwagę. – Czające się zło i jego macki znowu sięgają po tego biednego człowieka. – pomyślał – Czy da radę, żeby jeszcze tym razem się im oprzeć.
Trwało to chwilę nim grymas bólu opuścił go, a wraz z nim opuściło Alana przeświadczenie, że jakieś niewidzialne, uosobione zło zagościło pomiędzy nimi. Stało się dla Alana jasne, że to Zło, które on mógł jedynie wyczuć, Bob mógł nawet widzieć i ulegać jego koszmarom.
Teraz Alan wreszcie mógł coś powiedzieć, czuł, że nareszcie są sami.

- Nie poddawaj się Bob! – powiedział bez ogródek. – Wybacz, ale myślę, że najwyższy czas darować sobie głupie konwenanse, kiedy gra toczy się o życie. On może wrócić tu w każdej chwili, a w jego obecności być może nie bylibyśmy w stanie nic zrobić. On jest naprawdę zły. Prawie tak zły jak postać, którą widzieliśmy na zdjęciach. – postawił swoje przy łóżku Boba i ponownie usiadł na nim. Celowo użył słowa "on", a nie "to". Bob będzie wiedział o kogo chodzi a inni pomyślą pewnie, że miałem na myśli agenta Wilsmana. Nie chciał ich zanadto przestraszyć ujawnianiem całej prawdy. Wolał nie eksperymentować na tym ile ich psychika może jeszcze dzisiaj znieść.

- Nie pytaj skąd wiem – uprzedził rodzące się na ustach Boba pytanie – po prostu czuję to. Niektórzy ludzie potrafią w pamięci obliczać działania na ogromnych liczbach, a ja czuję właśnie to.
Miałem Cię odwiedzić dziś przed południem na prośbę Twojego przyjaciela, Pana Edisona, przełożyłem to spotkanie na jutro, ale jak widać los zobaczenia się tutaj dzisiaj był nam pisany.
Jeżeli chcesz o tym teraz porozmawiać to powiedz, zobaczę, co mogę dla Ciebie zrobić.

Bob Smith

- To Pan jest tym specjalistą w dziedzinie snów?

Mężczyzna potakująco kiwnął głową – czekał spokojnie aż Bob powie mu wszystko, co mu leży na sercu.

- Daron Edison – mój przyjaciel wspominał coś o Panu. Prawdę mówiąc nie wiem czy to najlepsze miejsce i czas – zważywszy na okoliczności i pozostałe osoby, ale być może lepszego czasu już nie będzie, bo sam nie wiem ile jeszcze pożyję – jak nic z tym nie zrobimy to zapewne niedługo.
Jeżeli ktoś ma dość wstrząsów na dziś to może zwyczajnie nie słuchać lub wyjść na moment, bo to co za chwilę powiem jest koszmarne i aż zadziwiająco realne zarazem.

Bob odczekał kilka chwil, wszyscy wydawali się być wsłuchani, zapewne liczyli na odkrycie czegoś nowego, czegoś, co pozwoli pozbierać całą tą układankę do kupy.
Westchnął ciężko, zamyślił się na chwile, po czym spojrzał się Alanowi prosto w oczy i przemówił.

- Miałem sen. To nie był zwyczajny sen – nie mogłem się przebudzić, mimo, że próbowałem, czułem w nim ból i zapach.
Znajdowałem się w jakimś starym hotelu. Odkrywał on przede mną przeszłość, tak widziałem sceny z dzieciństwa – nawet takie, o których dawno już zapomniałem. Wiem co myślicie, to mogła być zwykła reakcja podświadomości próbująca odkryć przeszłość, od której się odwróciłem. Można zaszufladkować zdarzenia z przeszłości i zapomnieć o nich, ale nie można tych wspomnień zniszczyć. Mózg jest jak twardy dysk, którego nie można sformatować – można, co najwyżej pochować pliki głębiej i głębiej.
Przepraszam znowu odbiegam od tematu, po prostu nawet nie chcę o tym myśleć tak bardzo jest to przerażające.

Ostatnie słowa niemal wydusił z siebie, łzy pociekły mu po twarzy i przez dłuższą chwilę za bardzo był roztrzęsiony, aby mówić dalej. Najwidoczniej dopiero teraz tak naprawdę zaczęły spływać z niego emocje.
Gdy już ochłonął nieco, przez ściśnięte gardło kontynuował.

- Widziałem, co zrobił mój ojciec – oddał mnie na jakiś czas sekciarzom. Widziałem scenę, w której jako maleńkie dziecko brałem udział w rytuale – zupełnie takim jak widziałem na jednej ze stron tej książki.

Tu wskazał na trzymane przez Jeremiego dzieło.

- Jakaś kapłanka kąpała mnie we własnej krwi. Gdybym najpierw przeczytał tą książkę a sen miałbym później, to jeszcze jakoś wytłumaczyłbym to sobie, ale w tym momencie jest zupełnie na odwrót.
Jak już mówiłem normalnie zrzuciłbym to na figle jakie czasem płata nam mózg. Takie różne senne wariacje, ale po przebudzeniu koszmar wcale się nie skończył. Właściwie to mogłem odetchnąć dopiero przed chwilą a i to nie wiem na jak długo zostało mi dane. Muszę spojrzeć na ten rytuał inaczej nie da mi to spokoju – chcę wiedzieć, co i po co ze mną zrobiono – tu musi być jakiś klucz do tego co się teraz ze mną dzieje.

Bob skończył, wypuścił powietrze i czekał na reakcję pozostałych. Miał nadzieje, że nie uznają go za wariata. Ostatnie czego sobie życzył to pozostanie z koszmarem sam na sam w zamkniętej celi. Przed tym czymś się nie schowam – pomyślał.

Alan Moss

- Mów mi Alan! – powiedział podając rękę Bobowi – Mówmy sobie po imieniu, proszę. – zwrócił się do pozostałych - Tak będzie lepiej. Siedzimy razem w tym gównie, więc chyba nie ma sensu sobie dalej Panować.
Przepraszam, za dosadne określenie Saro, – powiedział do kobiety siedzącej obok - ale chyba nie można tego inaczej nazwać.

- Twoja przeszłość jest dużo bardziej zawiła i niebezpieczna niż przypuszczałem. – skierował znów swoją uwagę na Boba - Możliwe nawet, że jest kluczem do wyjaśnienia nie tylko Twoich kłopotów, ale naszych także. Jeżeli jesteś pewien, że rozpoznałeś w księdze rytuał, któremu poddano Cię w dzieciństwie, to bliższe poznanie go mogłoby nam wiele powiedzieć na temat Twoich koszmarów i obecności tego, co Cię prześladuje Bob. Z chęcią zbadam później tą księgę, o ile Jeremy zgodzi się mi ją pożyczyć, mam w bibliotece wiele ksiąg, które pozwolą powiedzieć więcej o faktycznym zastosowaniu tego woluminu oraz rytuału przedstawionego na zdjęciach. Skoro księga ta interesowała tego całego Lorda i zawiera rytuał dotyczący Twojej przeszłości Bob, to bardzo możliwe, że jest to ta sama lub bardzo podobna sekta, mająca podobne cele i metody.
Czy mógłbyś mi wskazać rozpoznany przez siebie rytuał? - Poprosił Jeremiego o książkę, a kiedy Bob odnalazł ową rycinę przyjrzał się jej uważnie i oddał książkę Jeremy’emu.

- Przepraszam Bob, ale muszę teraz zadać Ci parę intymnych pytań, oczywiście możesz nie odpowiadać, ale pomógłbyś sobie bardziej odpowiadając na nie.
Mam powody przypuszczać, że Twój ojciec nie tylko oddał Cię jakimś sekciarzom, jak twierdzisz. On sam mógł być członkiem sekty i co więcej, mógł nawet brać udział w tym rytuale.
Interesuję się okultyzmem od wielu lat, badam jego historię i obecne przejawy. Mam też spore znajomości w kręgach podobnych badaczy, ale podkreślam nie praktykuję tego, chcę tylko to poznać, wiedzieć, czym to grozi, wierzcie mi, mam swoje powody.
Gdybyś powiedział mi jak się nazywa Twój ojciec i gdzie mieszkał w czasie swojego życia, może udałoby mi się odnaleźć o nim jakieś informacje. Czy mógłbyś powiedzieć, jakie były i są relacje między Wami?
Jeżeli nie próbował przekazać Ci jakiejkolwiek wiedzy okultystycznej, uczynić Cię swoim spadkobiercą w hierarchii sekty, oznaczałoby to, że potraktował Cię wyłącznie jako ofiarę. To byłoby straszne, dlatego musimy to zbadać, by móc to wykluczyć. – pozwolił Bobowi odpowiedzieć na pytania po czym kontynuował rozmowę.

- Proszę teraz żebyś przypomniał sobie ten dzień, kiedy zasnąłeś i dokładnie mi go opisał, zwłaszcza ostatnią godzinę przed zaśnięciem: co robiłeś, która dokładnie była wtedy godzina, ile czasu trwał sen według naszego czasu, a ile w czasu w rzeczywistości snu? Ten czas często nie płynie jednakowo.

Rozmawiałem z Daronem o tym, że chciałbym obejrzeć Twój pokój. Jeżeli się zgodzisz pojadę tam z nim jutro. Może znajdę w nim jakąś wskazówkę, która wywołała ten sen. On musi mieć swoją przyczynę, takie rzeczy nie dzieją się bez powodu. Istotne mogą być czas, miejsce i okoliczności. Na przykład mogło to zostać wywołane przez rytuał. Czy zauważyłeś żeby ktoś Cię śledził ostatnio, przyglądał się Tobie lub interesował bardziej niż zwykle? Czy ktoś się włamał kiedyś do Twojego mieszkania, coś Ci zginęło?
Mogło to też zdarzyć się dawno temu, nawet wtedy w dzieciństwie, koszmar może być efektem rytuału odprawionego wówczas. Dlatego musimy znaleźć klucz do tego wszystkiego, potwierdzić i wykluczyć, co tylko możliwe.
Powiedz mi, ile masz lat Bob i ile mogłeś mieć wtedy jako dziecko, gdy poddano Cię rytuałowi? Staram się ustalić czy to, co przeciągnąłeś za sobą ze swojego snu, może być obiektem adoracji tego rytuału. Czy między datą rytuału, a dniem koszmaru zachodzi zbieżność lat , pór roku, miesięcy, a nawet pory dnia.
Nie wiem jak dokładna była wizja tego rytuału, ale jeżeli pamiętasz jakieś specyficzne powtarzane przez kultystów słowa, albo znaki, symbole, to postaraj się je szybko zapisać, póki nie uleciały zupełnie. Jeżeli nie dotrzesz do wszystkiego świadomie to zawsze możesz spróbować poddać się hipnozie. To naprawdę działa.

Bob Smith

- Dobrze, Alan. Bob uścisnął mężczyźnie dłoń ciesząc sie jak małe dziecko z odnalezionego zrozumienia i z okazanej pomocy.

Miałem wtedy rok, wiem, że możecie zwątpić bym coś z tego okresu pamiętał, ale jak mówiłem we śnie widziałem tyle zdarzeń rozpiętych na długim - może niemal całym okresie życia i każde z nich było realne i potwierdzało sie z pamięcią, jaką posiadałem tuż przed zaśnięciem.
Tak apropo zaśnięcia jak dobrze pamiętam to był zwyczajny dzień, - praca klienci - nikt szczególny. Odpłynąłem w domu wybierałem się właśnie do klubu byłem umówiony z Daronem, pewnie sie zaniepokoił, że nie przychodzę i sprawdził co u mnie. On sam pewnie powie więcej na ten temat.
Ojciec nazywa się Tomas Smith. Wątpię jednak, żeby mój ojciec sam był okultystą, jest zbyt durny na to, z migawek przeszłości pamiętam, ze oddał mnie na dzień w ręce obcych ludzi w zamian za kasę. Rozumiecie? Jedno roczne dziecko...

Bob zamyślił się na chwilę, lecz wydarzenia te jakkolwiek bolesne nie robiły już na nim żadnego wrażenia, nie po tym jak zobaczył prawdziwe oblicze "śmierci".

Nie mam nic przeciwko twojej wizycie u mnie w domu, sam najchętniej tam pojadę, jeśli tylko pozwolą mi wyjść. Co do zbieżności dat, osób, dziwnych przypadków, musiałbym się nad tym dłużej zastanowić, trochę jeszcze jestem wstrząśnięty tym wszystkim i nie to teraz zaprząta mi głowę.
Co do hipnozy to nie jestem ku temu przychylny z kilku powodów. Jeżeli coś mi zagraża to chyba nie mogę sobie pozwolić na utratę kontroli i świadomości. Za duże ryzyko. Mieszanie i ingerencja w podświadomość - brutalna i co gorsza zewnętrzna była by też niezgodna z HUNĄ - czyli systemem i normami postępowań, które wyznaję - choć nie jest to żadna religia. Możecie sprawdzić w internecie wpisując Huna w wyszukiwarce to przekonacie się, że jest w tym samo dobro i świadomość.
Pytasz się ile czasu trwał sen? W szpitalu leżę ponoć dwa dni. W śnie momentami sekundy były wiecznością, przykro mi, ale nie potrafię określić ile minęło tam czasu - wiem, że był to dla mnie długi naprawdę długi koszmar. Nawet najgorszemu wrogowi nie życzyłbym takiej tortury.

Gdy skończył - raz jeszcze wziął książkę od Jeremiego otworzył na stronie z rytuałem i zagłębił się w lekturze szaleńczo próbując odnaleźć własne odpowiedzi.

Jeremy wydawał się nie słyszeć ani słowa z tego, co było mówione. Wpatrywał się w trzymaną w ręku kopertę. Nawet nie zauważył, jak Bob wyciąga mu z ręki książkę. Z zadumy wyrwał go głos Alana. Przez chwilę rozglądał się nieprzytomnie po obecnych, po czym spojrzał na Alana.
- Jasne. Weź tę książkę. Te świry będą chciały mi ją zabrać. Lepiej, żebyś Ty ją miał.

Bob Smith

Bob na moment wyrwał się z lektury i spytał wprost.

- Nie wiem czy ma to jakieś znaczenie, ale widziałem też około dziesięcioletnią dziewczynkę w czarnej, koronkowej sukni. Czy może mieć ona związek z którymkolwiek z Was?

Rzucił pytanie do wszystkich i nie czekając na odpowiedź powrócił do badania rytuału.

Alan Moss

Alan podziękował Jeremy’emu za książkę. Znów siedział na łóżku Boba i odkreślał w notesie odpowiedzi na zadane mu wcześniej pytania.
- Nie znam żadnej dziewczynki, no nie kojarzę nikogo takiego w tej chwili. – powiedział Alan z nosem utkwionym w notesie.

- Może Ci się wydawać, ze Twój ojciec był zbyt głupi by mieć swoje miejsce w sekcie. Sekty wcale nie zrzeszają jakichś geniuszy, najczęściej są w nich ludzie przeciętni, szarzy obywatele, wielu z nich na pewno nie jest mądrzejszych niż Twój ojciec. Dzięki temu właśnie sekty mogą ich omotać. Wystarczy, że ich lider będzie na tyle cwany by manipulować pozostałymi i zrobi z nimi, co zechce. Użyje do tego narkotyków, szantażu, strachu, przemocy fizycznej lub religijnego prania mózgu, wszystko jedno. Każda metoda może być skuteczna. Poza tym sekty mają wiele sług. Ludzi, którzy nie biorą czynnego udziału w rytuałach, ale wyświadczają przywódcy sekty różne usługi, żeby kiedyś dołączyć do elity i stać się jednym z tych wybranych. Kimś takim też mógł być Twój ojciec. Może nie znasz całej prawdy na ten temat, co dostał w zamian za oddanie Cię sekcie… Fakt, że miał z nimi kontakt jest wystarczający, by go podejrzewać. Normalni ludzie nie potrafiliby do nich dotrzeć i dobić targu. Zazwyczaj są to zaufani ludzie, którzy stwarzają pozory normalnych lub zbyt głupich na cokolwiek. Dzięki temu sekta jest tajna.

- Wiem, że pytałem trochę chaotycznie, bo nie jestem przygotowany na to spotkanie. Nie spodziewałem się Ciebie tu dzisiaj spotkać. Normalnie przyniósłbym Ci pytania wydrukowane na kartce, a tak niestety muszę trochę improwizować i dzięki temu kilka z nich umknęło Twojej uwadze. Skoncentruj się i mów spokojnie. Poczekam na Twoją odpowiedź po każdym pytaniu. Musimy to uzupełnić. A więc…

Gdzie dokładnie mieszkał Twój ojciec w czasie całego swojego życia? Pamiętasz adresy?
Gdzie się urodził?
Ile ma on obecnie lat?
A ile Ty masz lat Bob?
Jakie są między Wami stosunki?
To wszystko, co na razie potrzebuję o nim wiedzieć. – powiedział zapisując skrótowo odpowiedzi.

- Teraz postaraj się ponownie skupić na swoim mieszkaniu i ostatniej chwili przed zaśnięciem.
Co robiłeś przez ostatnie 5-10 minut zanim zasnąłeś? Postaraj się to dokładnie opisać.
Która wtedy mogła być godzina? To było dwa dni temu, tak? – upewnił się Alan.
- Czy poczułeś senność, walczyłeś z nią, czy sen przyszedł nagle?
Czy miałeś wtedy kontakt z jakimś specyficznym przedmiotem, czymś co mogło przywołać wspomnienia?
Może myślałeś o czymś, co wydarzyło się w przeszłości?
Czy miałeś w swoim życiu do czynienia z jakąś magią lub czymś niezwykłym? Oczywiście możesz pominąć fakt uczestnictwa w rytuale, o tym już wiem.
Jakie jest najbardziej niesamowite doświadczenie, jakie pamiętasz? Oczywiście poza rytuałem.

Dobrze teraz ostatnia rzecz i już dam Ci odpocząć – Rytuał. Spróbuj sobie przypomnieć te obrazy, może dźwięki…To co widziałeś we śnie i to co możesz pamiętać z życia o ile to możliwe. Ustaliliśmy już, że miałeś mniej więcej rok.
Czy może zwróciłeś uwagę, co było widać przez okno?
Jaka mogła być pora roku, pora dnia? Czy to mogła być zima, tak jak teraz?
Mówiłeś, że kobieta polewała Cię własna krwią. Pamiętasz coś więcej z tego rytuału?
Jak wyglądała ta kobieta, może jakieś symbole, słowa?

Domyślam się, że coś przyszło tu za tobą z tego snu. Prawdopodobnie nawet, to właśnie wywołało ten sen. Po co? Może żeby Ci o tym przypomnieć, nie wiem, mogę tylko przypuszczać, ale dowiem się jak zbadam ten rytuał i resztę księgi. Na razie nie będę karmił Cię przypuszczeniami.
Jeżeli widzisz lub widziałeś to coś, mógłbyś to opisać? Z wyglądu, zachowania…

Przykro mi, że musiałeś jeszcze raz przez to przechodzić. Mam nadzieję, że te informacje okażą się owocne, a gdybyś coś sobie jeszcze przypomniał dzwoń do mnie niemal o każdej porze. Zazwyczaj nie zasypiam przed 3 w nocy. – wyciągnął z kieszeni wizytówkę i położył na szafce obok łóżka.

Usłyszeli kroki na korytarzu, to z całą pewnością agent wracał od pielęgniarki. Już miał wejść, gdy ktoś zawołał go z końca korytarza.
-Agencie Wilsman! Mamy nowe informacje. Jest kolejna ofiara. Niezgadnie pan gdzie…
-Zamknij się głupcze! Może jeszcze przez megafon mi to powiesz? Czekaj, już idę.
Każdy poczuł, że jeśli chce coś powiedzieć reszcie bez obecności Bernarda to ma niewiele czasu. Agent oddalił się do swego rozmówcy ale z całą pewnością wróci niebawem.

Sara Peterson

Kobieta uważnie przyglądała się mówiącemu spokojnie mężczyźnie w habicie. Z początku miało się wrażenie, że zaraz go wyśmieje, mówiąc coś banalnego, jednak z każdym jego słowem kobieta poważniała coraz bardziej. Gdy skończył mówić wyglądała jakby była w szoku. Nerwowo patrzyła na Boba, oczekując chyba, że nie uwierzy mężczyźnie w te wszystkie brednie.

- Przepraszam, że się wtrącę, ale pan sam wygląda jakby był pan w jakiejś sekcie. Nawet tak pan mówi... jakby chciał pan otumanić tego biednego, chorego człowieka. Poza tym zaraz przyjdzie Agent. Może udałoby się coś usłyszeć z korytarza. Czy ktoś mógłby cicho uchylić drzwi?

Bob Smith

Bob wstał z łóżka i przeszedł wraz z Alanem na bok tak, aby nikomu nie przeszkadzać w zdobywaniu nowych informacji niosących się szpitalnym korytarzem.

- Nie chciałem agentowi mówić o swoich prywatnych sprawach, ale prawda jest taka, że mój ojciec nie żyje. Mieszkał całe życie w Shikago, pamiętam adres – St. Dominic str. No. 285/11.
Urodził się w szpitalu w Shikago. Mieszkanie w tej kamienicy odziedziczył po matce. Ja mam 24 lata, on miałby teraz 59.

- W jaki sposób umarł? - zapytał Alan

- Podciął sobie żyły, gdy miałem 7 lat. Nie odwiedzam jego grobu, ani ja, ani brat ani matka. Matkę odwiedzam rzadko, ona często ląduje w szpitalu.

W piątek wybierałem się z Daronem do klubu. Miałem przyjść na 21, ale byłem spóźniony, o 21.15 Wciąż szykowałem się do wyjścia. O 21.00 Wyszedłem z pod prysznica, suszyłem głowę, piłem kawę, grał telewizor, ubrałem się, użyłem perfum str8, założyłem kurtkę, buty, złapałem za klamkę … i nic więcej nie pamiętam, musiałem zemdleć. Nie miałem wtedy kontaktu z przedmiotem, który mógłby przywołać wspomnienia ani nie zagłębiałem się w wspomnieniach.
Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z okultyzmem, może parę rozpraw z sekciarzami, ale nic nadzwyczajnego się nie działo.

Najbardziej niesamowite doświadczenie? Hmmm… kiedyś, gdy odwiedziłem matkę w szpitalu miałem uczucie, że jestem obserwowany, nawet śledzony, ale zrzuciłem winę na fakt, że znajdowałem się w poczekalni zakładu psychiatrycznego.

Z rytuału nie pamiętam wiele, mężczyźni stali kołem, ubrani w rytualne szaty, chyba z jedwabiu, kaptury przesłaniały ich oblicza. Szeptali słowa jakiejś modlitwy, niestety nie zrozumiałem ani słowa, nieudało mi się też żadnego zapamiętać, to była może jakaś mantra, słowa zlewały się ze sobą, nie rozpoznałem nawet języka, jaki był użyty.
Po środku stała złota wanienka do mycia niemowląt, bez żadnych zdobień, ale chyba na pewno była złota. Kobieta myjąca mnie była młoda, nie więcej niż 20 lat. Czarne długie włosy, jasna cera. Była ładna, robiła wrażenie niewinnej, skórę miała nieskażoną żadnym tatuażem. Jako jedyna była naga i milczała. Tętnice obu rąk rozcięte były w nadgarstkach. Wanienka była pełna krwi, ona zdawała się być już taka osłabiona, ledwo mnie trzymała. Wydaje mi się, że chyba musiała stracić życie podczas rytuału.
Okna były zasłonięte, nie mogę umieścić tego zdarzenia w czasie.

Bob mocno ściszył głos - wcześniejsze relacje jeśli ktoś słuchał to usłyszał, lecz tym razem musiałby się jeszcze zbliżyć do obojga.

Myślę, że masz rację Alan. To coś mogło przyjść tu za mną - przed zaśnięciem nigdy wcześniej tego nie widziałem. Dlatego właśnie pytałem się o dziewczynkę - gdyż taką właśnie początkowo przybrało postać. Zachowywała się spokojnie, głaskała mnie - miała nieco trupi wygląd, ale zachowywała się niczym grzeczna mała dziewczynka. Dopiero gdy otworzyłem książkę na rytuale - tym, który na mnie odprawiono wybuchła wściekłością i złem. Nawet nie wiem jak to opisać, ale w jednej chwili stała się czymś najgorszym, co w życiu widziałem. Jestem pewien, że ona chce mnie zabić. Myślałem, że mi serce pęknie, gdy włożyła rękę w moje ciało. Zdjęciom też się przyglądała, nazwałem ją "śmierć" i jeśli pozwolisz tak będę o tym czymś mówił. Ta "śmierć" jest bardziej inteligętna niż mógłbym przypuszczać. Dopiero teraz patrzę na to wszystko nieco inaczej. Skubana, była przy całej rozmowie agenta, śledzi i patrzy, co robimy - jak tu ją ubiec i działać, jeśli wie o wszystkim? - głos Boba zaczynał się łamać. Jest tak potworna a jednocześnie jest tak blisko.
Widząc pytające i rozglądające się oczy Alana - Bob szybko pokręcił głową i sprostował
- Nie, nie widzę jej tu teraz, ale gdy otwarłem książkę z rytuałem to pojawiła się przy mnie bez potrzeby poruszania. Zakładam, że po prostu potrafi pojawić się tam gdzie tylko zechce, może, jeśli mamy szczęście to rytuał ogranicza ją do mojej osoby, ale to oznacza, że to ja mam pecha. Myslę, że w tym rytuale jest nasza szansa obrony - śmierć zaatakowała, bo poczuła się w jakiś sposób zagrożona - jestem o tym przekonany.

Jeremy stał ze skrzyżowanymi rękoma, obserwując pozostałych, obecnych w pokoju. Jego twarz zastygła w wyrazie obojętności, ale zaczerwienione oczy zdradzały emocje, które nim targały.
Słowa Sary wydały mu się rozsądne. Podszedł do drzwi, lekko je uchylił, po czym zastygł w bezruchu, próbując wychwycić każdy płynący z korytarza dźwięk.

Alan Moss

- Tylko nie Pan, Saro. – powiedział wchodząc jej w słowo. – jestem Alan, pamiętasz…
Wybacz mi, że nie noszę jeansów i koszuli w kratkę, albo garnituru, ale bardziej cenię sobie surowy, ascetyczny ubiór niż nowe trendy mody zmieniające się jak pogoda. W pracy takiej jak moja koncentracja jest bardzo ważna i ten ubiór właśnie temu służy, ale zapewniam Cię nie należę do żadnej sekty. Jeremy może to potwierdzić, może on wyda Ci się bardziej wiarygodny – kiwnął głową w stronę mężczyzny stojącego przy oknie.

- To my z Bobem pogawędzimy sobie na boku a Wy spróbujcie coś podsłuchać. – przeszli z Bobem na bok, pod okno, by nikomu nie przeszkadzać.

- Chicago 17-24 lata temu, kto go może pamiętać… - zastanawiał się - może faktycznie dam temu spokój. Zobaczy się. – oddał głos Bobowi.

- Po 21-ej…, godzina nie szczególna, ale jest jednak w tym coś dziwnego.
Z rozmowy z Daronem dowiedziałem się, że znalazł Cię w ubraniu, gotowego do wyjścia, ale leżącego na łóżku. Oznaczałoby to, że nie upadłeś przy drzwiach i nie tam nastąpił sen. Ktoś lub coś zawładnęło Twoim ciałem, w niewiadomym celu, może kazało Ci zrobić coś, o czym jeszcze nie wiesz, a przekonasz się dopiero, kiedy wrócisz do domu i znajdziesz ślad, np. kazało Ci napisać list lub cokolwiek.
Następnie położyło Cię na łóżku, może by sprawić wrażenie, że zasnąłeś naturalnie lub dla niepoznaki, co oznaczałoby, że jest bardzo inteligentne i maskuje swoje działania.
Musimy tam się udać jak tylko będziesz w stanie, a wcześniej porozmawiać z Daronem i dowiedzieć się dokładnie, o której Cię znalazł. Zadzwonię do niego, jak stąd wyjdę. – ponownie oddał głos Bobowi. Alan zdał sobie sprawę z jak poważnym przeciwnikiem mają do czynienia. Ciekawiło go, czy znajdzie jakieś powiązania tej istoty z Lordem.

- Jak dawno to było temu? – zapytał o szpital – Widziałeś tego, co rzekomo Cię śledził? Skąd takie przypuszczenia? Musiałeś mieć jakiś powód, by tak sądzić.

Nie zauważyłeś żadnych symboli na szatach…- w sumie nie dziwiło to Alana, w szoku nie zwraca się uwagi na detale - ale może chociaż kolor tych szat pamiętasz? – powiedział zamykając sprawę rytuału i przechodząc dalej.

- A więc o to chodzi…dziewczynka w żałobnej sukience… Cóż duchy zwłaszcza te złe najczęściej przybierają fałszywy wygląd, jeśli nie działają jawnie. Ich prawdziwy wygląd mógłby zabić lub doprowadzić do obłędu. Lepiej będzie jak już nie będziesz zaglądał do tej książki, ja ją zbadam. Z resztą zajmuję się tym, na co dzień, więc tak na pewno będzie lepiej. – schował książkę za połę habitu. – Stąd mi nie wypadnie.

Tak wiem, że tu była wyczułem ją, dlatego nie rozmawiałem o poważnych sprawach. Czekałem aż sobie pójdzie, ale nie mogłem Was ostrzec lub poprosić o milczenie, bo wiedziałaby, że wiem o niej. Teraz na szczęście jej tu nie ma, dlatego wykorzystałem tą okazję na rozmowę.
To jest cholernie zła istota. Aż się prosi, by powiązać ją z tym Lordem, może to jego wysłannik...
Już tyle usłyszałeś i widziałeś, że chyba mogę Ci to powiedzieć. Ten Lord jest tak zły jak ona a może i jeszcze gorszy. Dlatego mam podstawy przypuszczać, że on nie jest człowiekiem. Widziałem go w antykwariacie Jermy’ego. Prędzej uwierzę, że to demon w ludzkim ciele lub nawet sam diabeł.
Dlatego bardzo martwi mnie nasze położenie. Ale Ty musisz się trzymać Bob, nie możesz się rozkleić, bo ona Cię zje. Musisz dać mi trochę czasu, spróbuję coś na nią znaleźć, ale musze trafić do domu i to jak najprędzej z książką i zdjęciami. Tu przeglądanie tej książki tylko narazi nas na niebezpieczeństwo.
Chodź do łóżka, zaraz pojawi się nasz Pan przyjemniaczek, a swoją drogą, jeżeli śmierć przekazała Lordowi to, co tu widziała, to Wilsman też może mieć ciepło. Może nawet gorąco. – skrzywił się na myśl ponownego spotkania Lorda.

Początek pierwszego rozdziału

a maćta i czytajta

Zamek był solidną, monumentalną, strzelistą i budzącą respekt budowlą. Jakieś dwa wieki temu, gdyż teraz reprezentował sobą widok co najmniej żałosny – praktycznie brak południowej ściany, zachodnia nie przekraczała wysokości dwóch, może dwóch i pół metra , podobnie jak północna i jedynie wschodnia prezentowała się jako tako w najwyższym punkcie sięgając nawet dziesięciu metrów czyli prawdopodobnie nieco powyżej niegdysiejszego drugiego piętra kamiennej budowli. Jak należało się domyślać wewnątrz ruin gruzy i resztki ścian utworzyły prawdziwy, pokręcony labirynt, który niekoniecznie musiał mieć wejście i wyjście. Tak, ten widok sprawiał, że zaczyna się myśleć o niepokojąco nieubłaganym i niesprawiedliwie niszczycielskim wpływie czasu.
Czasu ani tym bardziej ochoty na przemyślenia o starych cytadelach nie miało dwóch wędrowców, którzy zamierzali się dostać do zamczyska, czy może raczej tego z niego zostało, dwóch ciemno odzianych osobników. W tej chwili koncentrowali się oni na tym by w nieprzeniknionej, smolistej czerni panującej w gęstym lesie okalającym starożytna budowlę dostrzec i w miarę możliwości unikać wystających w zatrważających ilościach korzeni drzew. Wyraźnie rzucało się w oczy to, iż niższy z wędrowców radził sobie w ciemności nieporównanie lepiej niż jego roślejszy towarzysz, sprawiał wrażenie dużo zwinniejszego, a także jakby i ciemność mniej mu przeszkadzała, prawdopodobnie można by go uznać za przedstawiciela jednej z tych Ras – elfów, orków lub wampirów, które świetnie widzą w ciemności, prawda była jednak inna, przybysz należał do zakonu salamanów, co można by łatwo stwierdzić przy bliższym przyjrzeniu się. Ale im, jak się wydawało, nikt się nie przyglądał. Niebawem miało się to zmienić. Tymczasem obaj przybysze posuwali się ku zamkowi z niejakim mozołem i ostrożnością zrozumiałą jeśli się weźmie pod uwagę powód ich nocnej eskapady. Roślejszy z wędrowców potknął się po raz kolejny i tym, razem wbrew nakazom współtowarzysza zaklął pod nosem trochę głośniej niż należałoby w takiej sytuacji. Niższy spojrzał na niego karcąco ale ten z powodu mroku nie mógł tego dostrzec. Wreszcie pokonali ostatni rząd drzew oddzielający ich od zamku i znaleźli się na kilku metrowej polance porosłej karłowatą, pożółkła trawą. Na murach zamku odbijała się ledwo widzialna, ciepła łuna ogniska, dał się wyczuć także słodkawy mdły zapach, który rozpoznali bez trudu – swąd palonego ciała. Zrodziło to w nich obawę czy nie przybyli aby za późno, ale po chwili doszli do wniosku, że misję tak czy inaczej trzeba będzie wykonać. Niższy wędrowiec dał wyższemu znak by ten na niego poczekał a sam bezszelestnie pobiegł w kierunku budowli. Jego towarzysza ponownie zdumiała zręczność i cisza jaką jego towarzysz zachowywał w biegu, kojarzyć się ona musiała z kocią lub elfią i zawsze robiła niesamowite wrażenie nawet na wprawionych obserwatorach. Jak biegać szybko, zwinnie i cicho jak kot? Był to tylko jeden, i to nie najważniejszy, sekret który posiadł zakon salamanów, a którego nie dane było poznać reszcie świata. Nieobecność towarzysza zaczęła się przedłużać i wojownik zaczął czuć coś na kształt niepokoju, uczucia które nieczęsto gościło w jego duszy, zaczął nawet rozważać pójście śladami salamana gdy poczuł lekkie klepnięcie w plecy. Odwrócił się i od razu, po wyrazie oczu i minie przyjaciela zrozumiał, że ten ma niezbyt pomyślne wieści. Tak też było w istocie:
-Wampir. Jeden. Prawdopodobnie z jakiegoś ważniejszego klanu. – wyszeptał salaman głosem niskim, ciepłym i kompletnie beznamiętnym co kontrastowało z jego zachmurzonym obliczem.
-Niedobrze, nie mamy kołków, srebra ani… - umilknął widząc na sobie wzrok kompana pełen politowania i kpiny.
-Nie będzie nam to potrzebne, wystarczy jeżeli odetniemy mu głowę i spalimy razem z ciałem. – przerwał mu bez zastanowienia. – Nie jestem za to pewien czy poradzimy sobie we dwóch… - dostrzegłszy zdumienie i powątpiewanie rysujące się na obliczu towarzysza zrozumiał, iż bez choćby powierzchownych wytłumaczeń się nie obędzie. – Jest od nas silniejszy, zwinniejszy i ciężej go zabić. Musimy działać szybko bo on nie zmęczy się szybko.
Wejdziemy od południowej strony, ty przy zachodniej ścianie, ja przy wschodniej. Kieruj się prosto w stronę ogniska ale nie zaczynaj walki dopóki nie dam ci znaku… Aha i jeszcze jedno Versar – popatrzył bystro na wojownika – nie przyzywaj furii tak długo jak nie będziesz musiał, rozumiemy się?
Nazwany Versarem skinął bez słowa głową, i on wiedział czym może grozić inwokacja furii jeśli okaże się ona niepotrzebna. Słowa przyjaciela po trosze uzmysłowiły mu powagę sytuacji i obiecał sobie nie lekceważyć przeciwnika gdy już dojdzie do walki, choć wciąż nie mógł uwierzyć, że ktoś jest w stanie przeciwstawić się salamanowi i jemu, barbarzyńcy z Herytei naraz! Ale znał towarzysza i wiedział, że w ocenie zagrożenia jest on skrupulatny, zresztą był on skrupulatny we wszystkim co robił…
Salaman także skinął głową i ponownie zniknął w ciemności. Versar westchnął bezgłośnie i ruszył wzdłuż zachodniej ściany pochylając się nieco, gdyż mając sporo ponad sześć stóp obawiał się, że może być dostrzegalny gdy będzie przechodzić koło niższych partii muru. Starał się także poruszać najciszej jak może, co było o tyle łatwiejsze, że oczy przywykły mu już nieco do mroku, teren był łatwiejszy a nikła łuna ogniska dawała akurat tyle światła by potrafił uniknąć pułapek zastawionych na niego przez naturę.
Wreszcie dotarł do końca ściany i wdarł się do środka budowli mniej już zwracając uwagę na ostrożność, koncentrując się na zbliżającej się walce. Starał się nadal podążać bezgłośnie by, o ile się da zaskoczyć przeciwnika i szybko zakończyć walkę. Gdzieś po prawej zamajaczył cień postaci, który Versar uznał za bądź wymysł swojego podnieconego zbliżającą się nieuchronnie walką umysłu, bądź swojego kompana, który już go prześcignął. Zaczerpnął głębszy oddech i powoli, ważąc każdy krok ruszył dalej. Nie był przyzwyczajony do skradania się i nie lubił takich metod działania, jego przodkowie wpoili mu, że wróg musi wiedzieć, że zostanie zabity przez barbarzyńcę a okrzyk bojowy powinien budzić w przeciwnikach przestrach oraz skłonić bogów do przychylności atakującemu. Tym razem pamiętając przestrogi salamana wolał jednak nie korzystać z tej taktyki walki.
Gdy znalazł, się już pod ścianą dzielącą go od tlącego się ogniska, rozejrzał się lecz nigdzie nie dostrzegł swojego przyjaciela, zamarł więc w bezruchu czekając na sygnał do ataku. Sygnałem tym okazało się jednak rozpadnięcie się ściany, za którą stał i chwyt bladych, kościstych i przeraźliwie zimnych szponów na gardle. Dotyk upiornych, martwych dłoni paraliżował go i uniemożliwiał zaatakowania upiora, Versar mógł tylko zacisnąć dłonie na ręce wampira i spróbować uwolnić swoją krtań od morderczego uścisku, na darmo jednak bo chociaż krzepa barbarzyńcy budziła respekt w starciu z innymi ludźmi, to w konfrontacji z wampirem jego wysiłki wyglądały niczym wysiłki niemowlęcia próbującego powalić lwa. I taką samą miały szansę powodzenia. Wampir tymczasem przyglądał się ciekawie swoimi zimnymi pozbawionymi źrenic oczami szamoczącej się ofierze, po chwili rzekł z drwiącym uśmiechem:
- Proszę, proszę kto to się wałęsa nocą po lesie. Barbarzyńca z Herytei lub może raczej powinienem powiedzieć, barbarzyńskie chłopię, ciekawym ile masz lat dziecko? Dwadzieścia dwa? Dwadzieścia pięć? – głos nieumarłego nieprzyjemnie kojarzył się z odgłosem stali rysującej szkło.
-Czyżbyś przybył tu na zlecenie pana Markusa Van Vataerna? Nie raczył cię on rzecz jasna powiadomić o drobnym fakcie, że twoim przeciwnikiem będzie wampir z Wyższego Rodu?
Versar z oczywistych względów nie odpowiadał, w głowie kołatała mu się jedna myśl: „Galen, gdzie ty do cholery jesteś?”. Wampir nie przejął się małomównością barbarzyńcy, bez widocznego wysiłku poniósł jego ponad stukilowe ciało i zwrócił go twarzą do ogniska.
- Myślisz, że jesteś pierwszym, którego Markus nasyła na mnie? Popatrz jak kończyli twoi poprzednicy i jak skończysz ty gdy znudzi mi się zadawanie ci bólu.
Faktycznie, w ognisku leżał spory stosik ludzkich kości, prawdopodobnie dałoby się z nich złożyć cztery szkielety. Prawdopodobnie.
- No dobrze zacznijmy zabawę… - w dłoni wampira błysnął długi na półtorej stopy sztylet. Sztylet był srebrny, cóż za ironiczne rozprawienie się z legendą, można by pomyśleć.
Nagle uchwyt palców zaciśniętych na gardle Versara zelżał i zupełnie puścił, a wampir z sykiem odskoczył na kilka stóp w stronę ogniska. Barbarzyńca padł na kolana desperacko próbując zaczerpnąć tchu i starać się nie pozwolić sobie na stratę przytomności, która kosztowałaby go życie. Wampir tymczasem przyglądał się kolejnej postaci na placu, odzianemu w długi czarny płaszcz ze srebrną klamrą mężczyźnie średniego wzrostu o długich, spadających na plecy włosach przewiązanych opaską włosach, które w nocnym półmroku także wydawały się czarne lecz w blasku dnia mogły mieć inny kolor. Postać dzierżyła w każdej ręce liczący cztery stopy miecz. Przez chwilę obydwaj, on i wampir patrzyli na siebie stojąc w bezruchu i mierząc przeciwnika uważnie wzrokiem oceniając wzajemnie swój potencjał i szukając słabych punktów przeciwnika. Po chwili z oblicza wampira zniknął wyraz zaskoczenia i gniewu zastąpiony przez ironiczny uśmiech:
- No proszę, Markus nie jest jednak chyba takim głupcem za jakiego go miałem. Czyżbyś był jednym z przedstawicieli zakonu salamanów? Prawdą jest zatem co o was mówią, że potraficie poruszać się bezszelestnie. Prawie mnie zaskoczyłeś człowieku, prawie…
- Gdzie jest dziewczynka?
Wampir zaśmiał się upiornie obnażając długie kły.
- Galen… - wychrypiał Versar wciąż nie mogący dojść do siebie.
Zagadnięty na chwilę, ułamek sekundy dosłownie spojrzał na towarzysza. Wampirowi to wystarczyło, skoczył do przodu szykując się do pchnięcia sztyletem od dołu ciosem, który miał przebić serce i zakończyć walkę. Jednak 15 lat nauki i ćwiczeń w zakonie nie poszło na marne, Galen odskoczył i odparował cios jednym mieczem drugi szykując do cięcia w szyję, wiedział już, że wampir jest niezwykle wytrzymały i odporny na ciosy. Cięcie jakie zadał mu od tyłu gdy trzymał Versar powinno było przeciąć go na pół, a tymczasem przeciwnik sprawiał wrażenie że wcale nie odczuwa dwóch cięć mieczy przechodzących wzdłuż pleców. Gdy Galen i wampir szczepili się w walce, Versar, który ochłonął już trochę lecz wciąż mięśnie odmawiały mu posłuszeństwa, patrzył zdumiony na walkę, która toczyła się przed nim. Nigdy nie widział jeszcze by można było zadawać i parować ciosy w takim tempie. Niektórych cięć nie zauważał nawet, wydawało mu się zawsze, że nie ma szybszego wojownika od salamana lecz teraz przyszło mu zrewidować poglądy gdyż to Galen bronił się chwilami desperacko przed atakami zadawanymi przez upiora i sporadycznie próbował zadawać cięcia, które przeciwnik zdawał się parować bez większego wysiłku. Bogowie, jak on barbarzyńca silny ale mało zwinny ma się wmieszać w tę walkę i wspomóc przyjaciela, który go potrzebuje a jednocześnie uniknąć morderczych ciosów zadawanych przez wampira? Na czole Galena zalśniły pierwsze krople potu, lewe ramię przeorane szponami przeciwnika obficie broczyło krwią i wydawało się, że walka niedługo się zakończy gdy wtem, w desperackim ataku Galenowi udało się wytrącić ostrze z ręki oponenta, które przeleciawszy kilka stóp wylądowało za hukiem w płonącej stercie kości roztrącając je na wszystkie strony, i ciąć go od ramienia po biodro. Ten cios nieumarły w widoczny sposób odczuł, zasyczał bowiem donośnie i trzymając się za pierś odskoczył i na chwilę zamarł w bezruchu. Ten moment wykorzystał Versar błyskawicznie ponosząc się z posadzki i zadając swym toporem cios, który w zamierzeniu miał pozbawić potwora głowy. Niestety ten uchylił się a cios spadł jedynie na bark wampira druzgocąc wszystkie kości ale nie odrąbując go. Uderzony padł na podłogę, lecz ani myślał na niej pozostawać. Szybkim podskokiem znalazł się ponownie na nogach i pchnął barbarzyńcę jak się wydawało otwartą dłonią a jednak pierś mężczyzny poniżej prawego barku zalała się krwią od wbitych w nią szponów a Versar uderzając o coś twardego co okazało się ścianą poczuł jak pękają mu kości rannego barku i żeber a po całym ciele rozlewa się fala ciepła.
Tymczasem wampir zdawał się dochodzić do siebie. Galen rzucił w niego dwoma ukrytymi w cholewach butów sztyletami, lecz nieumarły jeden z nich obił. Drugi ze chrzęstem wbił się w miednicę potwora. Tego było za dużo. Wampir wyszarpnął ostrze skoczył ze zdrowiej nogi i zadawał ciosy jeszcze szybciej niż poprzednio lecz nie były one już tak przemyślane, tak mordercze, wrodzony zmysł i chłód zabijania zastąpiony został przez zwierzęcą furię. Dzięki temu Galenowi, który nie stracił zimnej krwi walczyło się lepiej chociaż ranne ramię doskwierało coraz bardziej. Do uszu salamana z miejsca gdzie ciśnięty leżał Versar doszedł cichy, miarowy, niski głos. Początkowo myślał, że barbarzyńca mówi coś do niego lecz gdy zorientował się, że przyjaciel inkantuje mantrę, z której wyłowił słowo yujide już wiedział, że wprowadza się on w stan szału bojowego, staje się berserkerem który nie zważając na własne rany ani ból ani żadne inne przeszkody będzie zabijał wszystko co znajdzie się w zasięgu jego topora. Wyniki przywołania duchów furii nader często bywały opłakane. Po chwili inkantacja ucichła, a Versar przystąpił do ataku niespodziewanie zachowując się jakby nie odczuwał zadanych wcześniej ran. Galen odskoczył od wampira na bezpieczną odległość pozwalając barbarzyńcy się z nim zmierzyć. Taką taktyką posługiwali się tylko gdy trafiali na bardzo trudnych pracowników, nieczęsto jednak zdarzało się by ktoś potrafił przetrwać pojedynek z salamanem, właściwie był to pierwszy przypadek, który mógł sobie przypomnieć. Niemniej taktyka jeden atakuje, drugi odpoczywa póki co sprawdzała się. Żyli. Versar atakował zawzięcie ale nie był godnym przeciwnikiem dla wampira, to jakby niedźwiedź atakował tygrysa, dlatego w niedługim czasie ciało Versara pokryło się licznymi mniej lub bardziej groźnymi ranami, ten jednak nie zwracał na nie uwagi i wciąż zaciekle atakował. Galen postanowił włączyć się do walki zanim nie będzie dla barbarzyńcy za późno. Mimo faktu, że wampir miał przeciwko sobie teraz dwóch przeciwników dalej radził sobie zaskakująco dobrze, choć musiał przejść do defensywy i stopniowo cofać się, długa walka zaczęła wyczerpywać nawet jego a i otrzymane rany nie pozostawały bez śladu. Walka przedłużała się i Galen poczuł, że niedługo mięśnie zaczną odmawiać mu posłuszeństwa, co prawdopodobnie oznacza śmierć obu ludzi w tej walce. Zbliżyli do ogniska i wtedy Galenowi przyszedł do głowy pomysł jak zakończyć tę walkę. Odsunął się odrobinę pozwalając by to Versar teraz całkowicie pochłonął uwagę wampira. Jeszcze dwa kroki w kierunku ogniska, jeszcze jeden. Galen przyskoczył i ciął wampira z całych sił pod kolanem, czuł jak klinga przecina kości i ścięgna potwora pozbawiając go kończyny. Nieumarły zachwiał się, stracił pod naporem ataku Versara równowagę i runął w ognisko wzbijając w nocne, wrześniowe niebo snopy iskier. Jego ciało momentalnie zajęło się ogniem jakby był wysuszonym pergaminem. Zaryczał dziko rzucając się w płomieniach i rozrzucając dookoła zwęglone gnaty. Teraz salaman musiał szybko wykonać jeszcze jeden cios. Wziął głębszy oddech i wbił w klatkę piersiową wampira miecz z całą siłą aż poczuł że czubek ostrza zarył o posadzkę, szybko wyjął rękę z płomieni. Teraz trzeba było dokończyć dzieła. Drugi ze swoich mieczy stracił w walce, niebyło czasu by go teraz szukać. Krzyknął zatem do barbarzyńcy modląc się by furia nie zagłuszyła w nim do końca człowieka:
- Szybko głowa!
Barbarzyńca zdał się rozumieć. Doskoczył szybko, wzniósł topór po czym z całą mocą muskularnych ramion opuścił go na szyję wampira. Spalony czerep potoczył się po posadzce. Galen stanął teraz naprzeciwko kolejnego problemu. Versar, który wprowadzony w furię zaatakuje i jego. Na szczęście ten dał mu czas na wypowiedzenie inkantacji sprawiającej, że ciało opuszczają duchy furii:
- Yujide vertan erta kofetar berat! – wykrzyknął to prastare zadnie kilka razy, lecz zdawało się ono nie wywierać skutku na rosłego mężczyznę. Dopiero po chwili Versar otoczyła nikła zielonkawa poświata on sam wyprężył się, zadrżał i padł bez życia na podłogę tego miejsca niedawnej walki i zbrodni. Galen szybko przyskoczył do przyjaciela odwrócił go na plecy. Gdy upewnił się, że oddycha oparł go w pozycji półsiedzącej o ścianę. Rozejrzał się za swoim drugim mieczem. Dojrzał go w drugim koncie sali. Stracił go wtedy gdy wampir zadał mu ranę w lewe ramię, które dalej dosyć obficie krwawiło, lecz nie czas był jeszcze na to. Innych poważniejszych urazów nie miał jak mu się zdawało. Podniósł swój miecz i rozejrzał się za odrąbaną głową znalazł ją siedem stóp od ogniska, spaloną maskę z krwi i skóry wykrzywioną w ostatnim, groteskowym paroksyzmie bólu. Odchylił prawe ucho wampira i przez chwilę patrzył na tatuaż znajdujący się tam, czarne słońce na tle sztyletu. Po chwili już był pewien:
- Niech, cię ty sukinsynu – powiedział słabym głosem, w którym jednak wyraźnie pobrzmiewał gniew. Zrezygnowany cisnął czerep prosto w środek ogniska wzbijając kolejny słup iskier. Następnie podszedł do ogniska błyskawicznie wyciągnął drugie ze swoich ostrzy z cielska pokonanego potwora po czym odrzucił je by ostygło. Ciało nieumarłego śmierdziało niesamowicie, nieokreślonym zapachem, który Galenowi nie kojarzył się z niczym. Teraz trzeba było zająć się Versarem. Rozpiął krótką, kurtkę z brązowej skóry i popielatą koszulę noszoną przez Heryteiczyka i uważnym wzrokiem taksował rany przyjaciela. Było gorzej niż się spodziewał. Kilka ran było naprawdę głębokich, zachodziła wątpliwość, czy nie naruszone zostały jakieś organy być może nastąpił nawet wewnętrzny wylew. Na razie założył sobie prowizoryczny opatrunek na ramię by samemu się nie wykrwawić. Nie miał wiele czasu, jeśli chciał pomóc Verasarowi musiał coś zrobić teraz zanim będzie za późno. Zapatrzył się w błyskający ogień. Czy powinienem? Czy starczy mi sił? Czy sam nie zginę? Te pytania i podobne wirowały w jego głowie a czas nieubłaganie upływał. Jakby w odpowiedzi na jego pytania Versar westchnął głęboko czemu towarzyszyła kolejna fala krwi wypływająca z jego ran. Galen podjął decyzję, pochylił się nad towarzyszem i rozpoczął cicho wymawiać zaklęcie leczące. Wiedział, że wobec jego zmęczenia i ran może nie przeżyć rzucenia tego czaru jednak zdecydował się na to gdyż nie mógł siedzieć i bezczynnie patrzeć jak jego przyjaciel umiera. Gdy skończył poczuł się kompletnie wyssany z sił, jak zawsze gdy rzucał zaklęcia. Wprawdzie czar leczący nie sprawi, że po walce Versar nie będzie miał śladu ale utrzyma go w stabilnym stanie przynajmniej do rana, a wtedy Galen, o ile przeżyje będzie mógł go trochę opatrzyć. Zaraz po rzuceniu czaru salaman padł bez życia na podłogę. Ostatnią jego myślą zanim stracił przytomność było: Jak mi zimno.

Jak się spodoba to mam tego więcej. Dużo A sory za niektóre błedy nie miałem serca poprawiać tego wszystkiego ale kiedys się zabiore.