Na końcu pracy umieściłem dodatek- niewielkie opowiadanie w realiach GreyFall. Lekturę można zacząć od niego, bo napisałem je z myślą o wprowadzeniu graczy do settingu. Mam szczerą nadzieję, że lektura tekstu tej objętości nie przysporzy nikomu bólu. Nawet jeżeli całość przeczyta tylko garstka- prawdziwym sukcesem będzie, jeżeli system zawita na waszych sesjach.
GreyFall
Post-Holocaust Cyberpunk Genre.
autorstwa Piotra /Grim/ Gęca
I: Historia zapisana na popiele.
Szerokie horyzonty.
Nie licząc opinii nielicznych heretyków, historia XX wieku zdawała się podążać naturalnym torem ku zasnutemu spalinami pól naftowych horyzontowi. Globalne zmiany klimatyczne nie przysporzyły gospodarce globalnej palpitacji. Przeciwnie, otwierały nowe perspektywy eksploatacji dóbr naturalnych Syberii, przyczyniając się do budowy nowego porządku, jak i upadku starego. Dopalenie światowej ekonomii pod presją kurczących się zasobów ropy stało się okazją do tworzenia nowych firm, o nienaturalnie wysokich wzrostach cen akcji. Katastrofy naturalne okazały się możliwe do prognozowania i skrupulatnie wliczono je w bilans zysków i strat. Świat przyjął ze spokojem fakt kurczących się z topnieniem lodowców obszarów lądowych, na wyciągnięcie ręki mając nowy świat- Marsa. Druga drużyna kosmonautów była właśnie w drodze do postawionej przez zautomatyzowane fabryki bazy. Wiadomość o zapadnięciu się świata dotarła do nich z siedmiominutowym opóźnieniem.
Meteoryty.
Koszmar o zderzeniu kosmicznym został rozpisany przez astronomów z mrożącą serca precyzją. Zmasowany rój asteroid nie pozostawiał szans na skuteczną obronę. Ludzie mieli mieć osiem lat na pogodzenie się ze śmiercią znanego im świata. Świat dał im chwilę, zanim sam zaczął wić się w spazmach. Klatka, w której żyły rynkowe tygrysy i niedźwiedzie zaczęła tonąć. Jedyna droga ucieczki- kosmos. Absolutnie każdy, kto posiadał liczący się w globalnej skali kapitał stał się właścicielem części, lub całości pewnego programu kosmicznego. Wielu chciało pójść w ślady możnych, ale musieli czekać. Dopiero po pięciu latach powstały nowe, tanie technologie, demokratyzujące rynek kosmicznych przedsięwzięć.
Firmy bez siły i ambicji by konkurować na polu kosmicznej eksploracji zaczęły inwestować w schrony i wszystkie technologie, które miały ocalić społeczeństwa pozbawione energii słonecznej. Wydajne technologie syntezy związków organicznych będą musiały zastąpić produkcję rolną, a niewielkie i proste w obsłudze elektrownie jądrowe będą działały wyłącznie na potrzeby lokalne.
Zanim sytuacja całkowicie wywinęła się z rąk rządowi USA, podjął on najbardziej desperacką próbę ratowania gospodarki. W obliczu rozbicia społeczeństwa możliwe okazało się przeforsowanie ustawy "Srebrnej Dłoni" dającej największym firmom całkowitą wolność w ustalaniu praw pracowniczych i norm etycznych w zakładach budowanych w USA.
Na ofertę odpowiedziały zamknięte w opustoszałych pawilonach SI, wysyłając informację do krążących na orbicie pałaców. Ich mieszkańcy dostrzegli potencjał zysku. Nie omawianym publicznie faktem była ilość eksperymentalnych technologii odrzucanych przez ustawodawstwo cywilizowanych krajów. Powrót do pragmatycznej moralności zysku był posunięciem, którego konsekwencje rząd odtąd pomijał głębokim milczeniem.
Przepaść Technologiczna.
Gdy dzierżące monstrualny kapitał korporacje zaczęły opuszczać Ziemię, pozostałe na niej technologie szybko uległy zestarzeniu. Kolonie Samo Replikujących się Systemów namnażały zautomatyzowane fabryki na powierzchni Marsa, zapewniając koloniom dostęp do taniej i nowoczesnej technologii. Równocześnie wraz z pogłębianiem się kryzysu, Ziemianie stracili prawo do kompatybilnej z SRS technologii. Nowa infrastruktura nie leżała już w zasięgu zubożałego społeczeństwa. Wkrótce przepaść technologiczna zatarła porozumienie między gospodarką marsjańską, oraz zapadającą się- ziemską. Sytuacja uległa nieznacznemu przeobrażeniu, gdy rząd uchwalił ustawę "srebrnej ręki". Gdy tylko produkcja androidów wyszła w fazy eksperymentalnej, firmy zyskały dostęp do niespotykanie taniej i wydajnej siły roboczej. Na potrzeby rynku Amerykańskiego ruszyła masowa i tania produkcja artykułów, których jakość i sposób wytwarzania mógł być tolerowany tylko przez skrajnie biednych nabywców.
Równoległa Inteligencja.
Bioniczna Inteligencja na Komponentach Organicznych- taki termin ukuto gdy do służby wprowadzano pierwsze androidy. Teoretycznie nie były one ludźmi. Nie wyglądały jak oni, nie miały podobnych zdolności intelektualnych, ani poczucia tożsamości. Teoretycznie były genetycznie udoskonalonymi małpami, ale nikt nie znał skali dokonanych zmian. Metody rekombinacji genetycznej nie były nawet tak istotne, jak technologie przyspieszające rozwój zarodka. Powstały setki, tysiące jednostek, każda o szczątkowej inteligencji, stawiającej je na równych warunkach z niewykwalifikowanym personelem robotniczym. Wstępne protesty wśród robotników spotkały się z niewzruszoną postawą kierownictwa, które czuło się niezastąpione. Wkrótce jednak i zarząd poczuł się zagrożony.
Gdy powstało zapotrzebowanie na androidy do ciężkiej pracy, powstały istoty o sile pięciu mężczyzn, odporne na palące promieniowania i toksyny. Powstało zapotrzebowanie na androidy do złożonych zadań i powstały inteligentne istoty porozumiewające się ludzkim językiem. Powstało zapotrzebowanie na twarze medialne i powstały istoty o boskich ciałach i ludzkich twarzach. W niedługim czasie ludzie zostali przekonani, że androidy potrafią być silniejsze, mądrzejsze, piękniejsze i zręczniejsze od nich. Fala nienawiści nabierała mocy.
Protest.
Nie trwało długo, zanim ograbiani z pracy ludzie wzięli sprawy w swoje ręce. Fala agresywnych demonstracji przetoczyła się przez Stany. Znajdujące się w prywatnych rękach egzemplarze androidów masowo wyrzucano na ulice. Czekały na nie tam rozwścieczone tłumy, rozdzierające organiczne kukły w masowym szaleństwie. Ginęli ludzie, gdyż naśladujące wygląd człowieka androidy spotykał najgorszy los. Zwłoki widziano wieszane w miejscach publicznych, najczęściej rozczłonkowane i krwawiące z licznych ran. Krew androidów również była czerwona, więc błędy w osądach zauważano zbyt późno. Niezamożne firmy, które nie cieszyły się rządową ochroną bezzwłocznie porzuciły plany zatrudnienia androidów. Te zamożne położyły na rząd kolejny nacisk, ujawniając faktyczny zakres posiadanej nad nim kontroli.
Powstanie Frontu: Specjalna Strefa Ekonomiczna.
By położyć kres burzącym spokój publiczny rozruchom, rząd pod naciskiem zdecydował się na utworzenie Specjalnej Strefy Ekonomicznej, ulokowanej w strefie przygranicznej między USA i Meksykiem. Podstawowe ramy projektu wytyczał liczący wiele lat pas przyczółków i zautomatyzowanych wież strażniczych. Po rozpoczęciu inwestycji został on rozbudowany i przystosowany do pełnienia dwóch roli. Miał on bronić po pierwsze- dostępu do Strefy Ekonomicznej z zewnątrz; po drugie- dostępu androidów do świata zewnętrznego. Na tym pasie ziemi firmy, które odpowiedziały na pojawienie się ustawy "Srebrnej Ręki" zaczęły budowę swoich królestw. Niemal wszystkie androidy z Północnej Ameryki zostały przetransportowane do SSE, zaspokajając zapotrzebowanie na siłę roboczą największego na świecie ośrodka produkcyjnego. Żywność, energia, leki, pojazdy, komputery, broń na potrzeby obu Ameryk i Europy była produkowana na obszarze nieco większym od Hiszpanii. Gdy inwestycja zaczęła się zwracać, do zderzenia pozostały cztery lata.
Kartel Martenot.
Znajdując w ziemskiej metodyce prowadzenia interesów uszczerbek dla wizerunku, firmy rozpoczęły przygotowania do separacji od niewygodnego potomstwa. Gdy tylko produkcja ziemska uzyskała samodzielność, korporacje odcięły ostatecznie pępowinę. Porzucone potomstwo prędko popadło w desperację. Okazało się, że ziemskie filie regularnie fałszowały raporty, w związku z czym po odcięciu źródeł finansowania przerzuciły się na awaryjne źródła utrzymania. Technologie wcześniej odrzucane przez cywilizację jako nieetyczne, znajdowały swoje miejsce w tajnych placówkach w głębi SSE. Działania, które kiedyś uchodziły za kryminalne, stały się obszarem działania legalnych firm.
Megakorporacje nie zamierzały jednak zrezygnować z wolności Srebrnej Ręki. Marsjańskie pieniądze wciąż płynęły do SSE nieoficjalnymi kanałami. Na głęboko ukrytym poziomie, wciąż trwała praca nad eksperymentalnymi technologiami, testowanymi w SSE na wyhodowanych z androidów kopiach ludzi. Dokładne dane nie mogą być ustalone, ale pieniądze płynące z udostępniania ziemskich poligonów doświadczalnych mogły stanowić już 20% dochodów SSE w czasie, gdy produkcja przemysłowa sięgała maksimum. Dzisiaj, gdy produkcja niemal ustała, udział tych pieniędzy w dochodach musi stanowić ponad 50%.
Przeciętny konsument na Marsie nie ma świadomości tego, że gdyby nie etyczna niezawisłość ośrodków ziemskich, większość nowych technologii nie byłoby mu dostępnych. Najlepszym dowodem troski korporacji o los ziemskich firm-poligonów była przeprowadzona pod ich patronatem fuzja, której wynikiem były narodziny Kartelu Martenot.
Podział: ECU i USCA.
USA miało w publicznym mniemaniu najlepsze perspektywy na przetrwanie kataklizmu. Koszty, jakimi dokonywano przygotowań były jednak nieznane. Stan wyjątkowy wprowadzony przez rząd zwalniał go z obowiązku raportowania nawet najbardziej ekstrawaganckich wydatków. Podobną zasłoną zakryte były wydarzenia, które wprowadziły rozłam w USA. Prawdopodobnie konflikt wyrósł na tle napiętej sytuacji finansowej i sposobu wydawania pieniędzy z funduszy kryzysowych. Innym bardzo prawdopodobnym powodem była decyzja o przyjęciu ustawy „Srebrnej Ręki”.
Rozbieżność między bogatym wschodnim wybrzeżem i biednym zachodem pogłębiła się natychmiast po zapowiedzi katastrofy. Upadające stany centralnego i zachodniego USA nie znajdywały współczucia u wschodu. Związane ścisłą współpracą ekonomiczną i polityczną, stany wschodniego wybrzeża jako pierwsze wyzbyły się idealistycznych pobudek i nabyły potrzebnego w nowych czasach pragmatyzmu. Z ich inicjatywy dawne USA zostało podzielone na dwa oddalone ekonomicznie i politycznie państwa: East Coast Union oraz United States of Central America.
ECU
Taki obrót spraw korzystny był oczywiście tylko na ECU. Po podziale natychmiast wprowadzono politykę izolacyjną, mającą powstrzymać napływ imigrantów z reszty kraju. Granice wokół stanów ECU są ściśle strzeżone przez żołnierzy i automatyczne systemy podobne do tych z Frontu. Megalopolis w ścisłym centrum kraju jest największą na świecie aglomeracją, która zajmuje prawie całe wybrzeże. Prezydent megalopolis jest jednocześnie prezydentem ECU. Ustrój pozostał niezmieniony od czasów USA, mimo zniesienia podziału stanowego.
Imigranci, którzy zdążyli przed uszczelnieniem granic trzymają się z dala od centrum, tworząc zwarte społeczności na jego obrzeżach. Przepisy dotyczące podejmowania pracy i kształcenia dyskryminują imigrantów, którzy coraz częściej zwracają się ku działalności przestępczej. Życie w Unii Wschodniego Wybrzeża nie jest prostsze, niż w reszcie kraju, ale nadzieja na uzyskanie obywatelstwa zachęca imigrantów do podporządkowania się policji i biurokracji.
Megalopolis dysponuje własną obroną przeciwmeteorytową, oraz wartą fortunę zaporą, chroniącą części leżące nad zatokami przed zalaniem. Zapora nie chroni jednak starych obszarów, które okazały się niewarte inwestycji. Wzdłuż linii brzegowej, ponad lód wystają szkielety starych wieżowców. Dla mieszkańców miasta są one najlepszą metaforą sytuacji poza granicami ECU. Na zamarzniętych zatokach życie toczy się na wielkich, ruchomych platformach portowych. Z początku budowane na podstawie platform wiertniczych, platformy przemieszczają się po lodzie służąc rozładunkowi wielkich kontenerowców. Na lodzie stawiane są również kosmodromy, przystosowane raczej do lotów załogowych, gdyż wymiana handlowa dokonywana jest za pośrednictwem kompleksu SubCity II.
USCA
USCA musiało w oczywisty sposób ucierpieć po separacji. Kilka miesięcy trwało ustanowienie tymczasowego rządu. W tym czasie kraj pogrążał się w anarchii. Nie działały sądy, policja nie była finansowana, a miasta masowo padały ofiarą zorganizowanej przestępczości. Sytuacja zaczęła być opanowywana dopiero po wprowadzeniu patronatów i przekazaniu pieczy nad miastami w ręce prywatne.
USCA nie posiada prezydenta, a jedynie premiera. Kraj utracił jakąkolwiek spójność i przestał pełnić swoje podstawowe funkcje. Miasta rządzone są przez patronów, a rząd USCA utrzymuje jedynie organ odwoławczy, mający chronić miasta przed nadużyciami ze strony firm. Mimo, że skargi były już wnoszone do trybunału, do tej pory USCA nie przeprowadził żadnej udanej interwencji.
USCA Army.
Z chwilą rozpadu USA również wojsko miało ulec podziałowi. Pentagon pozostał zwierzchnikiem sił zbrojnych East Coast Union, przydzielając do obrony pozostałych 70% kraju 30% zawodowych żołnierzy. Ten układ spotkał się z gwałtownym sprzeciwem samej armii. Źródłem sprzeciwu okazali się sami żołnierze, którzy solidarnie przystąpili do bojkotu rozkazów. W zawodowym wojsku jak się okazało ponad 90% osób pochodziło z ubogich terenów USCA, gdzie ciężkie warunki i tradycja skłaniała ich do podjęcia służby. Bunt rozprzestrzeniał się nawet na wyższe szczeble, skutecznie uniemożliwiając złagodzenie sytuacji.
Nowe porozumienie zostało spisane. Znaczną większość wojskowego personelu przekazano pod zwierzchnictwo tymczasowego rządu USCA. Sprzęt wojskowy został skąpo wydzielony. Prawdą było to, że ECU zostawiło sobie tyle sprzętu, że nie miało dość ludzi do jego obsadzenia. Nawet ufortyfikowane przyczółki w głębi USCA, formalnie będące własnością ECU do dzisiaj pozostają zamknięte. Podobnie dzieje się z wieloma militarnymi instalacjami, które na skutek tej polityki popadają w ruinę i stają się łupem szabrowników.
Gdy opadł pył USCA Army znalazło się w ciężkiej sytuacji. Zostało odcięte od wyższych struktur dowodzenia, oraz wielu baz danych i sieci wywiadowczych. Wydawało się, że wszystko co pozostało, to milion głodujących i rozpierzchniętych młokosów w mundurach z poodrywanymi naszywkami. USCA Army czekała na swojego bohatera.
Odnalazła go w osobie Francisa Smite’a- emerytowanego generała, byłego członka Rady Obrony Narodowej. Będąc świadkiem wszystkich przeobrażeń, ułożył plan transformacji armii w komercyjny twór, niezależny od finansowania rządu. Będąc jedynym ochotnikiem na zaopiekowanie się armią, mianował się „naczelnym wodzem sił zbrojnych” i przystąpił natychmiast do walki o patronaty. Wszystkie siły zbrojne poza granicami kraju zmusił do poszukiwania źródeł utrzymania na własną rękę, tworząc z nich połączenie oddziałów najemnych i filii firmy.
GreyFall- Szary Opad.
Gdy upadały pierwsze meteoryty, wydarzenie było relacjonowane na żywo przez telewizję. Setki milionów ludzi było świadkami początku końca, do którego przygotowywali się od ośmiu lat.
Jako pierwsze w atmosferę weszły niewielkie obiekty, które spalając się zaczęły zatruwać ją dziesiątkami ton popiołów. W naturalny sposób, najwięcej szarej zawiesiny zbierało się nad równikiem i tam najszybciej przestało dochodzić światło słoneczne. Wbrew powszechnemu lękowi, meteoryty nie celowały w największe miasta. Zniszczenia istniały, ale ofiary były znikome. Wśród ludzi zgromadzonych w oficjalnie zatwierdzonych schronach Ameryki nikt nie ucierpiał. Miesiąc później, w wyniku fali tsunami zginęło kilkaset ludzi, którzy nie zdążyli się ewakuować z Zachodniego Wybrzeża. Meteoryt, który wzbudził tą falę wpadł w centrum oceanu i był największym obiektem, jaki spadł na Ziemię po dziś dzień. Dwa kolejne największe meteoryty spadły na Afrykę, przyczyniając się do zmniejszenia ilości dochodzącego do Ziemi światła. Ofiary w tym wypadku zostały oszacowane na 1,1 miliona ludzi.
W dwa lata po upadku Zatoka Meksykańska i wybrzeża Ameryki Północnej zamarzły. Temperatury powietrza rzadko przekraczały minus dziesięć stopni Celsjusza. Prawie cała wegetacja ustała, doprowadzając naturalne ekosystemy do śmierci. Przez równiny centralnych stanów zaczęły przetaczać się gwałtowne zamiecie, niosące spadający z nieba popiół. Wiatr osadzał go na zabudowaniach, na południu zasypując małe miasteczka po same dachy. Zachodnie wybrzeże zostało ostatecznie ewakuowane z powodu masowo zawalających się budynków. Lód gromadzący się w podziemiach miast takich jak Los Angeles paraliżował sieci elektryczne, wodociągowe i miażdżył fundamenty wieżowców.
II: Świat, jak go widzimy.
United States of Central America
Struktura USCA: Patronat.
Dwa lata po dokonaniu rozłamu można uznać za czas totalnej anarchii na terenach USCA. Nazywane przez mieszkańców wschodu "dzikim zachodem" tereny centralne faktycznie staczały się ku bezprawiu. Stany nie mogły liczyć na żadną pomoc finansową i strategiczną przy tłumieniu publicznych demonstracji oraz zwalczaniu rozkwitającego światka przestępczego. Sytuacja wymagała radykalnych środków. W czasie gdy kolejni senatorzy tracili cierpliwość wobec nieporadności gubernatorów pojawił się pomysł całkowitego zniesienia podziału stanowego. Odgórne narzucenie rozwiązań palących problemów jednak również nie wydawało się możliwe. Wtedy powstał projekt mający oddać władzę w ręce najniższego szczebla- samorządów miejskich. To one miały zadecydować o sposobie ratowania swoich metropolii przed zapaścią.
Przygotowano ustawę pozwalającą miastom ubiegać się o umowy z rządowymi i pozarządowymi organizacjami o objęcie miasta patronatem. Sytuacja dzięki tej ustawie znacznie się wyklarowała. Ważne strategicznie miasta, posiadające fabryki lub korzystne położenie geograficzne rozpoczęły rozmowy z armią i Kartelem. Swoje propozycje patronatu zgłosiło również ECU i pomniejsze firmy, które czasem posiadały już większą część rodzimych miast. Miasta, które nie miały wystarczająco atrakcyjnej oferty automatycznie miały przejść pod jurysdykcję USCA, lub zadeklarować niezależność, pozbawiając się wszelkich przywilejów i zewnętrznej pomocy.
Wciąż funkcjonujące miasta można przydzielić do jednej, lub kilku ról: fabryki, portu i fortu.
• Fabryki, to miasta przemysłowe, utrzymujące się z najczęściej mocno wyspecjalizowanego przemysłu. Przykłady to miasta miasta-fabryki stawiane w Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Całe pokolenia utrzymują się z pracy w zakładzie, który zasila lokalną ekonomię i czasem ekonomię sąsiednich miast-portów.
• Porty to miasta, które utrzymują się ze świadczenia usług. Nie produkują one dóbr materialnych, ale podtrzymują całą lokalną ekonomię przez obrót nimi i generowanymi po drodze pieniędzmi. Przykłady to SubCity I, który jest największym na terenie dawnego USA portem kosmicznym.
• Forty rzadko występują solo. Fortami zwykle mianowane są fabryki lub porty o dużej wadze strategicznej. Czasami fort jest najdalej wysuniętą strefą wpływów, jak na przykład znajdujące się na terenie USCA miasta należące do ECU. Od ich istnienia zależy obrona interesów właściciela na całym obszarze, w związku z czym otaczane są szczególną troską. Dzięki dużym inwestycjom, forty z czasem uzyskują dużą niezależność militarną i finansową. Największe forty mogą uniezależnić się politycznie od firmy-matki.
Patronat: ECU.
Mimo, że najsilniejsza rywalizacja o patronaty rozgrywa się między Armią a Kartelem, graczem o największe stawki był na samym początku ECU. Sam dysponując prężną ekonomią wschodniego wybrzeża nie zamierzał rezygnować z wpływu, jaki miał od zawsze na USCA. Miasta zajmowane przez ECU nie musiały być wybitnymi portami lub fabrykami. Istotne było strategiczne położenie w pobliżu głównych szlaków wymiany handlowej i instalacji wojskowych.
Wjazd do miast ECU nie jest bardzo utrudniany, choć ściśle kontrolowany. Prezydent miasta ma dużą swobodę w kwestiach zarządzania bezpieczeństwem i ekonomią, więc lokalne prawo będzie różne, w zależności od charakteru aglomeracji. W mieście często można spotkać oddziały zbrojne ECU. Dzieje się tak, bo na terenie USCA pozostała znaczna część systemów obrony rakietowej, nasłuchu kosmicznego i kontroli lotów. Najważniejszym celem miasta jest zapewnienie ochrony mienia ECU i zabezpieczanie obiektów wojskowych.
Każda technologia, której działanie nie jest uzależnione od infrastruktury (szerokopasmowa sieć, nowoczesne drogi etc.) może być znaleziona w ECU. Miasta ECU są drugim po miastach Kartelowych ośrodkiem handlu nowoczesnymi technologiami i niektóre miejsca są do tej roli dobrze przystosowane. W ECU można znaleźć kliniki i laboratoria gotowe do przyjęcia zamożnego klienta.
Patronat: USCA.
Pod patronat USCA automatycznie przeszły wszystkie miasta, których beznadziejna sytuacja nie pozwalała nawiązać rozmów z organizacjami pozarządowymi lub armią. Ze zmarnowanym przemysłem, beznadziejnym bezrobociem i brakiem bezpieczeństwa, miasta te utrzymywały jedynie najbardziej zdesperowanych i niezdolnych do emigracji ludzi. Można się spodziewać, że przeciętne miasto USCA będzie wyludnione i w znacznej części zrujnowane przez szabrowników i gangi. Takie miasta zwykle utrzymują tylko kilka przecznic, gdzie można zapewnić prąd i czasem bieżącą wodę. Przebywanie poza wyznaczonymi dzielnicami wiąże się z walką o przetrwanie w najbardziej nieprzyjaznym środowisku. Nie tylko zdobycie żywności i ciepła jest tam wyzwaniem, ale też stawianie czoła podobnym do ciebie, szalonym z rozpaczy ludziom. Siły policji rzadko istnieją w tych aglomeracjach, które najczęściej decydują się o opłacanie wędrownych gangów, których lokalne wpływy są najlepszym zabezpieczeniem przed innymi łupieżcami. Hierarchia przestępcza jest tutaj spłaszczona. Niewiele miast może utrzymać dwa gangi. Gdy robi się za mało miejsca wybuchają wojny, których eskalację powstrzymują tylko szybko kończące się tutaj zapasy broni i pieniędzy.
Rzadko spotyka się miasta, nad którymi czuwa człowiek lub samorząd mający plany na przyszłość. Jeżeli grunt jest podatny, możecie stać się światkami niezwykłych przeobrażeń. Centra takich miast są bezpieczne i czyste, z wszystkimi cywilizacyjnymi udogodnieniami. Czasami sprawia to prywatna fortuna, lub odkrywczy pomysł na reanimację gospodarki. Wynajęcie miasta pod poligon ćwiczebny, budowa składowiska odpadów dla sąsiedniego miasta, profesjonalne usługi dla firm transportowych. Nie posiadając własnego przemysłu, miasto może wciąż żyć dzięki drobnym usługom świadczonym za pół darmo. Takie rzeczy się zdarzają, ale nie sprawią, że zechcesz uwierzyć w cuda.
Nawet takie miasta borykają się z nieustannym napływem przestępczości, spowodowanym całkowitym brakiem kontroli nad migracją i działalnością mieszkańców. Migracja do i poza miasta USCA nie jest nigdy nadzorowana. Nawet najlepiej zarządzane aglomeracje są potencjalnym koncentratorem nielegalnego handlu, przemytnictwa i prania pieniędzy. Istnieje proceder handlu ludźmi, paszportami do prywatnych miast, bronią i narkotykami. Mafia z całego kraju pierze swoje brudy w USCA, pośrednio przysługując się podtrzymywaniu tych miast przy życiu. Wymiana pieniędzy w szarym sektorze, jak mówią spekulacje, dorównuje obrotom małym miastom przemysłowych. Inaczej przekłada się to jednak na jakość życia zwykłych obywateli.
Daleko poza światkiem przestępczym, egzystują w tych miastach również ludzie zdeterminowani, by zachować wolność osobistą. Każda z tych postaci jest herkulesem i panem swojego losu, a swoją sławą oznaczają miasto na mapie. Tacy ludzie są skarbem lokalnej społeczności, która zrobi wszystko, by ich chronić. Są indywidualistami, przywódcami, wojownikami, myślicielami, geniuszami w swojej dziedzinie. Ludzie wątpią, czy USCA może bez Nich istnieć. Pewnym jest, że Oni przeżyliby bez USCA.
Patronat: USCA Army.
Armia, choć cały czas na smyczy, w rzeczywistości jest pit-bullem gotowym w każdej chwili odgryźć trzymającą łańcuch rękę. Gdy armia od podstaw stworzyła prywatnie finansowany sztab główny, nie było już sposobu, w jaki USCA miałaby utrzymać machinę wojenną w rękach. USCA Army jest obecnie firmą pod każdym liczącym się względem. Rywalizuje z najsilniejszymi firmami o szczególnie atrakcyjne patronaty i zwycięża dzięki zaufaniu, jakim darzy ich społeczeństwo.
Życie pod osłoną armii to poddanie się surowym zasadom wojskowego reżimu, który nieubłagalnie, ale stopniowo przejmuje kontrolę nad wszystkimi poziomami życia miasta. Doktryna armii mówi, że siła mieszkańców jest warunkiem siły miasta, a bezpieczeństwo jednostki stawiają na równi z bezpieczeństwem Armii. W mieście militarnym wszystko ma swoją cenę. Nie można sobie pozwolić na utrzymywanie nieproduktywnego elementu. Prawdziwa perfekcja powstaje, gdy bez jej zaburzenia nie można już niczego odjąć. Jakkolwiek okrutnie to brzmi, ludzie nie potrafiący lub nie będący w stanie na siebie pracować ulegają w końcowych fazach adaptacji miasta wysiedleniu. Komórka rodzinna jest jednak nienaruszalna i może utrzymywać starsze pokolenie, jeżeli wyrazi taką wolę na piśmie.
Aby dostać się do miasta militarnego należy ubiegać się o pozwolenie. Przepisy imigracyjne są proste, ale surowe. Przejeżdżając przez miasto musisz postarać się o przepustkę, co załatwia się na poczekaniu na posterunku granicznym. Cały ruch przez granice miasta jest monitorowany i jeżeli nie uzyskałeś wizy masz pewność, że opuścisz aglomerację w terminie wydrukowanym na przepustce. Opuszczanie miasta nie jest wzbronione, ale osoby, które podpisały umowę o pracę na miejscu muszą podać cel wyjazdu i czas powrotu.
Dzięki bardzo restrykcyjnemu i niezawodnie egzekwowanemu prawu, miasta militarne są jednymi z najbezpieczniejszych miejsc w Stanach. Mieszkańcy muszą się jednak liczyć z dużą swobodą daną wojskowej policji, która nie potrzebuje odgórnego pozwolenia na właściwie każde działanie w imieniu prawa. System jest tak prosty, że okazał się niezwykle trudny do skorumpowania i przetrwał próbę czasu. Działalność przestępcza jest domeną właściwie wyłącznie drobnych przemytników, oszustów, zbuntowanych nastolatków i zawsze działającej na granicy prawa burżuazji.
Jako szczególnie atrakcyjne do obdarzenia patronatem miasta, USCA Army obrała aglomeracje przemysłowe, mogące wesprzeć szybko rosnące zapotrzebowanie armii na broń i sprzęt. Chociaż jeszcze nie jest to rzeczywistością, armia jest na dobrej drodze do usamodzielnienia się w dziedzinie produkcji energii, żywności i broni. Jest największym rywalem Kartelu, co skłania bardzo wiele miast do szukania u niej schronienia przed wchłonięciem przez ekspansywną firmę.
Patronat: Kartel.
Groźba przejęcia miast przez Kartel spędza sen z powiek właściwie każdemu obywatelowi większego miasta. Przejęcie przez Kartel powszechnie uważane jest przez wyrok śmierci dla ludności, lub przynajmniej zesłanie do obozu pracy. Kartel nie liczy się z ludźmi. Mając dostęp do siły roboczej w postaci androidów można powiedzieć, że przykłada rękę do masowych emigracji z jej terenów. Taka polityka powinna spotkać się z entuzjazmem osób, które kiedykolwiek widziały warunki pracy w Kartelowych zakładach. Naprawdę gorzki los czeka osoby, które do pracy wiąże spisana umowa. By prowadzić miasto przemysłowe potrzebni są ludzie. Dlatego ucieczka przed Kartelem to wyścig. Gdy ilość ludzi spada do minimalnego wymaganego poziomu rozpoczyna się finałowy etap reformacji miasta. Granice zostają obsadzone przez uzbrojonych strażników, a uzbrojone w pneumatyczne strzykawki komisje spisują i "zaszczepiają" wszystkich mieszkańców. Właśnie wszczepiony w twoją kość implant zostaje wliczony do długu, jaki zaciągnąłeś u pracodawcy. Ubranie, żywność, leki kupuje dla ciebie system, abyś ty mógł martwić się tylko o normy produkcji. Nie potrzebujesz pieniędzy. Wszystko, czego potrzebujesz, możesz dostać przez korzystny system kredytowy. Kartel dba o ciebie i oczekuje, że nie opuścisz go, zanim nie spłacisz długu. Bóg wie, ile ci to zajmie. Niestety Bóg nie mieszka w Kartelowym mieście.
Po finalnym uszczelnieniu granic, do miasta trudno się dostać. Kartel sądzi, że potrzebujesz dobrego powodu, aby wjechać na jego teren.
Odwiedzając miasto dostaniesz bransoletę-nadajnik i będziesz obserwowany. Wejście na teren zakładów jest zabronione. Wejście do strefy mieszkalnej jest zabronione. Wejście do strefy zarządu jest zabronione. Wejście na tereny budowy jest wzbronione. Kartel dba o twoje bezpieczeństwo. Nie rozmawiaj z pracownikami na służbie, bo to ich rozprasza. Nie handluj. Nie dziel się importowaną żywnością z miejscowymi. Nie dziel się dostępem do sieci. Skonfiskowane przy wjeździe dobra będą na ciebie czekać na wskazanym posterunku. Makabrycznym faktem jest to, że niektóre Kartelowe miasta stały się tak zamknięte, że zaczęły zarabiać jako więzienia dla przestępców z miast Kartelu i spoza nich. Skazani przebywają w mieście na warunkach niemal identycznych ze zwykłymi obywatelami, będąc czasami wykorzystywani do ich inwigilowania i zastraszania.
Na szczęście jedynie niektóre strefy posiadają tak zaostrzone środki bezpieczeństwa. Mimo ujednolicenia polityki, pamiętać należy, że Kartel wciąż składa się z wielu konkurujących ze sobą firm. To od tego, która zdobędzie zwierzchnictwo zależy, jak wyglądać będzie miejskie życie.
W przypadku takim jak powyższy życie miasta zanika. Poza zakładem pracy nie istnieje żadne źródło utrzymania, gdyż o wszystkie usługi dbają inne firmy z Kartelu. Nie mniej niż połowa mieszkańców to androidy, używane jako siła robocza. Przede wszystkim generacja druga jest w użyciu. Światka przestępczego nie ma, bo też ludzie nie mają tu pieniędzy. Działania nielegalne w USCA tu nie są nawet wykroczeniem, także nawet w wypadku jawnej działalności mafii na obszarze Kartelu nie mówimy tu o przestępstwie! Kartel prowadzi własną politykę wobec organizacji przestępczych, polegającą na negocjacjach i nie wchodzeniu sobie w drogę. Życie kryminalne może być legalne w Kartelu, ale nawet grube ryby nie robią nic na własną rękę. Również prawo dotyczące technologii jest indywidualną sprawą firmy. W granicach Kartelu niemalże cała technologia jest dostępna, co przyciąga do jego miast wielu bogatych technokratów, chcących przetestować kupione za granicą techniczne nowinki. Kartel oferuje pełny serwis w tym zakresie, udostępniając potrzebne laboratoria i "króliki" doświadczalne.
Jeżeli doszło do przejęcia miasta innego niż stricte przemysłowego, miejskie życie może wyglądać bardzo podobnie do tego USCA z kilkoma wyjątkami. Pierwszy, to wszechobecna policja. Jest ona aparatem łagodzenia wszelkich objawów niezadowolenia wśród obywateli. Prowadzi również aktywne działania przeciwko szkodzącym interesowi Kartelu ludziom. Walka z przestępczością jest priorytetem policji. Chronić (Kartel) i służyć (Kartelowi) to również ich dewiza. Drugi wyjątek to świat przestępczy, ze swoją jasno ustaloną hierarchią. Na jej szczycie znajdują się rodziny mafijne.
Mafia jest koniecznym narzędziem kontroli życia przestępczego, które bez niej rozwijałoby w szkodzącym sobie stopniu. Niekiedy mówimy tu o naprawdę potężnych rodzinach, których działalność rozprzestrzenia się na również inne Kartelowe miasta, a nawet poza jego granice. Mafia trans-patronowa jest prawdziwym atutem Kartelu, który będzie ją faworyzował w razie wojny z inną organizacją przestępczą. Często pozwala się na koegzystowanie dwóch, lub trzech rodzin mafijnych w jednym mieście. Stwarza to warunki rywalizacji, gdzie na ogrodzonym ringu trwa walka o dominację. Kto wyjdzie poza ring jest dyskwalifikowany przez czujną, Kartelową policję.
Poniżej w hierarchii stoją gangi. Ilość gangów w mieście kontroluje mafia oraz same gangi, prowadzące nieustanną rywalizację. Gangi, które potrafią udowodnić swoją przydatność stają się narzędziem rodziny mafijnej do prowadzenia wszystkich nieczystych interesów. Misje takie jak podpalenia, dewastacje czy dystrybucja narkotyków są w rzeczywistości prowadzone przez gangi o niższej randze, które można poświęcić w imię praworządności. Te gangi mają nad sobą inne gangi, które na zlecenie mafii dokonują zakupów narkotyków, czarnorynkowej cybernetyki i broni, oraz prowadzą wszelkie biznesy z ich wykorzystaniem.
Agresywne Przejęcia
Zanim stworzono ustawę o patronacie, poprzez zapaść ekonomiczną i przerwy w dostawach surowców bardzo wiele miast straciło utrzymujący je przemysł. Wciąż działających zakładów było bardzo niewiele, toteż walka o nie po wprowadzeniu ustawy była zacięta. Nawet długo po tym, gdy wszystkie wartościowe ośrodki zostały pozajmowane, konflikt o nie nadal trwa i patron przeznacza wielkie środki na obronę przed agresywnym przejęciem. Na początku konflikty na tym gruncie najczęściej rozwiązywane było przez błyskawiczne wystawienie sił "okupacyjnych" mających odstraszyć stronę przeciwną. Następującą grę na przeczekanie wygrywał oponent, który zdecydowany był przeznaczyć więcej sił i czasu na prowadzenie okupacji. Miało to jednak sens jedynie w przypadku miast bez patrona, lub porzucanych przez upadającą, rodzimą firmę (Kartel często oskarżany był o przykładanie do tego ręki).
Sprawa stawała się dopiero trudna, jeżeli miasto zadbało już o zdobycie silnego patrona.
Największe konflikty i agresywne przejęcia od dawna stały się właściwie domeną jedynie Kartelu oraz USCA Army. Obie te organizacje toczą zaciętą walkę o zasoby i fabryki, w wyniku której najbardziej cierpi miejscowa ludność.
Ponieważ USCA Army cieszy się powszechnym zaufaniem, zwracają się do niej miasta niezadowolone z patronatu, jaki przyjęły. Nie w każdym wypadku armia oferuje swoją pomoc. Czasami potencjalny konflikt nie jest wart zysków z przejęcia. Kiedy decyzja o agresywnym przejęciu zostaje podjęta, operacja zyskuje kryptonim i przechodzi do fazy realizacji. Sukcesem kończyły się częściej przejęcia "ciche", gdy czujące się zagrożone miasta z pomocą armii przez kilka miesięcy stopniowo wyhamowywały lokalny przemysł, symulując upadłość na oczach patrona. Poprzedzone tajnymi przygotowaniami przejęcie patronatu udawało się wtedy czasem bez udziału jednego kontyngentu.
Kartel rzadko daje się jednak oszukać, prowadząc własną walkę metodami biurokracji i walki psychologicznej. Specjalnie wyszkoleni ludzie infiltrują środowiska kierownicze pożądanego zakładu i prowadząc wyczerpującą cel grę nagród (przekupstwo) i kar (szantaż) zmuszają kierownictwo do podpisania umów o przejęcie. Uzbrojony w dokument, Kartel przystępuje do brutalnego przejęcia patronatu, na które nie była przygotowana skonfundowana ludność. Takie operacje też obarczone były jednak ryzykiem, bo prowokowały równie gwałtowne reakcje, czasem eskalujące do otwartych działań zbrojnych.
Port kosmiczny: SubCity
SubCity I/II.
Budowa kompleksu SubCity rozpoczęła się już pierwszego roku od publikacji informacji o meteorytach. Projekt miał być z początku finansowany przez rządowe fundusze kryzysowe, ale w ciągu sześciu lat budowy założenia te uległy zmianie. Mimo, że początkowo SubCity miało służyć za największy w Stanach schron, prywatni inwestorzy postanowili w ramach inwestycji zbudować za astronomiczne sumy największą na świecie kosmiczną katapultę. Okazja mogła się nie powtórzyć, bo podziemne miasto mogło pomieścić ponad kilometrowe działo całkowicie pod powierzchnią gruntu. Projekt rozrastał się więc kilkukrotnie, przechodząc z masowego schronu, do największego na terenie dawnego USA kosmicznego portu.
Prywatne kwatery, część militarną i korporacyjną zawiera moduł SubCity I. Zaprojektowany był on jako całkowicie samowystarczalny w sytuacji kryzysowej. Początkowo dysponował własną fabryką żywności, elektrownią geotermalną i zamkniętym obiegiem wody. Te funkcje okazały się po latach niepotrzebne i w ich miejsce postawiono nowe osiedla. Miasto nie znajduje się jedynie pod ziemią. Ponad jej powierzchnią znajduje się „UberCity” mieszczące dwie trzecie ludności, nowoczesny kosmodrom, lotnisko i liczne siedziby pozaziemskich korporacji.
SubCity II oddalone jest od „jedynki” o sto kilometrów na południe. Zdecydowano się na takie położenie ze względu na umieszczone w nim działo, wysyłające na orbitę wielotonowe ładunki z supersoniczną prędkością. Railcannon wznosi się trzysta metrów ponad inne budynki Modułu SubCity II i zagłębia się pod ziemię na kilometr. Inaczej niż w północnym module, nie ma tu żywego miasta na powierzchni. Wszystko podporządkowane jest rygorom bezpieczeństwa i funkcjonowaniu Railcannon Miasto istnieje po to, by obsługiwać to gargantuiczne działo, oraz przechwytywać spadające z orbity przesyłki. Z „jedynką” łączą je liczne tunele, którymi porusza się podziemna kolej i pojazdy ciężarowe. Sieć połączeń jest skomplikowana. Zawiera komory magazynowe i stacje serwisowe, obsługiwane przez setki ludzi.
SubCity I i II znajdują się pod wspólnym patronatem Kartelu, korporacji Marsjańskich i ECU. Władza wewnętrzna jest sprawowana przez delegacje wszystkich frakcji, nad którymi pieczę trzyma prezydent ECU. Utrzymywana tu ochrona składa się z armii ECU, oraz ewentualnie prywatnych armii korporacji.
Przepisy dotyczące technologii są bardziej restrykcyjne, niż w miastach Kartelowych. Na otwartym rynku handluje się tylko oprogramowaniem i sprzętem z certyfikatami bezpieczeństwa, wydawanymi przez Marsa. Czarny rynek jest jednak rozwinięty, jak nigdzie indziej w USCA. SubCity jest największym ośrodkiem wymiany nowych technologii cybermózgowych, cybernetyki, bioware, oprogramowania i technologii medycznych. Znajdujące się tutaj prywatne kliniki oferują pełne cybernetyczne ciała, operacje nanomaszynowe i za wielkie pieniądze sprowadzą każdą pozaziemską technologię.
SubCity III.
Podczas, gdy inne elementy kompleksu SubCity stanowią przykłady najpotężniejszych miast-portów, SubCity III jest miastem, które spotkała ostateczna upadłość. Część trzecia kompleksu zaczęła powstawać już po upadku, niejako z rozmachu i w celu wypalenia nadmiernej ilości środków, wygenerowanych przy poprzednich inwestycjach. Dopiero, gdy budowa była już w zaawansowanym stanie, wszyscy najważniejsi inwestorzy wycofali Marsjański kapitał. Plac budowy opustoszał w kilka dni, bo jasne było, że SubCity III zostało porzucone przez twórców. To, co zdążono już wykonać i tak zapierało dech rozmachem.
Wykopana została jama, mogąca pomieścić całkowicie wielomilionowe miasto. W większości została ona już zakryta żelbetonowym stropem, odpornym na efekty wybuchu jądrowego. Wnętrze pieczary zostało zapełnione półproduktami do budowy osiedli, elektrowni i oczyszczalni. Zbudowano koleje towarowe i podczepiono pod strop potężne dźwigi, które jednak nigdy nie zostały uruchomione. Błędem jest myślenie, że wielkie nakłady zobowiązują do ukończenia inwestycji. Wycofanie miliardów ton sprzętu, którego koszt zwrócił się już przy budowie poprzednich miast byłoby głupotą. Gdy padła decyzja o porzuceniu inwestycji, wszystko pozostało na miejscu, stając się łupem złomiarzy, migrujących tam jak do eldorado.
Na ironię zakrawa fakt, że ta zalepiona betonem dziura stała się jednym z bardziej żywych zakątków Ameryki. Złomiarze nie pracowali już samowolnie, ale zatrudnieni zostali przez firmy handlowe do odzysku sprzętu i surowców. Ich armia liczyła sobie tysiąc ludzi, którzy założyli pierwsze prosperujące w SubCity III osiedle. Wraz ze wzrostem zaludnienia do „Jamy” zaczęli zjeżdżać z całego kraju różnej maści wygnańcy i wykolejeńcy, szukając schronienia w jedynym nieobdarzonym patronatem skupisku ludzkim. Gdy osiedla zamieszkiwało już stosunkowo dużo ludzi, do Jamy spłynęło życie przestępcze z sąsiednich projektów SubCity. Środowisko „trójki” spełniało wymagania doskonałego kanału przerzutowego dla narkotyków, broni i emigrantów. SubCity I i II są połączone z Jamą przez tunele, którymi kursować miała kolej magnetyczna. Nawet bez niej, ruch przez tunele każdego dnia jest duży. Sieć korytarzy i jaskiń jest cały czas rozbudowywana przez zatrudnione przez fikcyjne firmy drużyny kretów.
Największe ryby przemytniczego biznesu płacą ochronie SubCity gigantyczne sumy, by tunele pozostały dostępne i otwarte. Robienie interesów przez tunele nie jest już tak dochodowe, odkąd ruch kontrolowany jest przez mafię o własnych celach.
Front i Specjalna Strefa Ekonomiczna
Front: Struktura.
Obecnie Frontem są nazywane tylko umocnienia na południu, wokół których zbudowano SSE. Ironicznie, Frontem na skutek uogólnienia nazwano również całą otaczającą SSE infrastrukturę, do której zaliczały się też ludzkie osiedla, niegdyś służące za mieszkanie dla dziesiątek tysięcy ludzkich robotników. Teoretycznie, te nowo powstające miasta miały znaleźć się za linią umocnień, odgradzającą androidy od siedlisk ludzkich. Plany korporacji wymagały jednak wielokrotnej rewizji tych założeń, które nie wytrzymały próby czasu. Tereny mieszkalne, sieci wieżyczek strażniczych i schronów przeplatają się w chaotyczny sposób z architekturą przemysłową i tylko zarys pierwotnej koncepcji pozostał widoczny.
Miasta Frontu należą w większości do Kartelu, choć niektóre stać było na przyciągnięcie uwagi USCA Army, a inne przeszły mimowolnie pod USCA. Położone przy samej granicy SSE miasta są z nielicznymi wyjątkami okropnie wyludnione. Formalnie należą one do Kartelu, ale ludność nie żyje według jego standardów. Tereny są tu zbyt biedne, by ubiegać się o prawdziwy patronat. Skupiska ludności służą tutaj obsłudze samych umocnień i żołnierzy, którzy spędzają w nich wolny od służby czas. Rzadko które miasto potrafi tu na siebie zarabiać. Finansowanie przez Kartel jest jedynym warunkiem ich istnienia. Tutejszą ludność dawno ogarnęła apatia i beznadzieja, głębsza nawet niż ta w najbiedniejszych częściach USCA. Ludzie borykają się tutaj z samotnością, bezczynnością i trwającymi wiele dni nocami.
Front finansowany jest ze środków Kartelu, na który spadła odpowiedzialność za zabezpieczenie pozostałości SSE. Spodziewana strategia polegałaby na utrzymywaniu na Froncie minimalnej ilości żołnierzy i przekazanie funkcji strażniczych systemowi automatycznemu. Kartel postępuje jednak inaczej i utrzymuje około 150 tysięcy zawodowych żołnierzy rozproszonych po chaotycznie rozmieszczonych schronach. Nadwyżki ludzi są tak duże, że na przepustce w dowolnym momencie przebywa około połowy wszystkich żołnierzy Frontu. Strategia Kartelu znów okazuje się niemożliwa do przejrzenia.
Centrum.
Centrum jest najściślej zabezpieczonym obszarem we wschodnim SSE, zajmującym około 15% jego powierzchni. Struktura Centrum i profil znajdujących się w nim zakładów są przedmiotem ścisłej tajemnicy, której broni doskonale wyposażony i opłacany przez Kartel personel militarny. Nie pracują w nim osoby postronne, a firmy transportowe zmuszane są do rozładunku z dala od jego granic. Mimo kosztów i ryzyka, Centrum utrzymuje własną flotę samolotów do lotów w wyższych warstwach atmosfery. Kontaktuje się dzięki nim ze swoimi filiami w ECU i SubCity. Komunikacja odbywa się przez potężne nadajniki laserowe, przebijające warstwę kosmicznego gruzu jak powietrze.
Wschodnie SSE.
Gdy spadły pierwsze setki meteorytów najbardziej ucierpiało południe Stanów, gdzie postawiono SSE. W SSE najbardziej ucierpiał wschód, znajdujący się niebezpiecznie blisko zamarzającej Zatoki Meksykańskiej. Gdy nadeszła potrzeba radykalnych cięć w produkcji SSE, pierwszymi obszarami odciętymi od energii były zakłady na wschodzie. Ponieważ tanie fabryki były łatwe do rozmontowania i transportu Kartel wszystkie najbardziej wartościowe zakłady produkcyjne przemieścił na zachód, porzucając zasypane tysiącami ton szarego opadu ruiny.
Typowy krajobraz ze wschodu przedstawia zasłaną miałkim pyłem równinę i ledwo odcinające się na tle ciemnego nieba kominy. Z daleka wyglądają jak rękojeści wbitych sztyletów, które zabiły tą ziemię. Unikając głębokich bruzd w asfalcie, jedziesz prowadzącą prosto drogą nie będąc pewien realności dotykającego cię przygnębienia. Szary, monotonny krajobraz usypia twoją czujność do chwili, gdy przemysłowa zabudowa łapie cię w stalowym uścisku. Przez chwilę jesteś zagubiony w labiryncie wąskich ulic i ślepych zaułków. Jest ciemno jak piekle. Dźwięki i obrazy są wytłumione, jakbyś został przysypany przez szary opad. Jest wszędzie. Kładzie się delikatnymi krzywiznami pod ścianami, wzbudzasz go z każdym krokiem, masz go w fałdach ubrania i porach skóry. Kiedy po raz pierwszy zobaczysz ruch, pewnie nie dasz wiary zmysłom. Blisko centrum spotykasz ludzi ciągnących ze strasznym łoskotem mechaniczne zwłoki ociekające płynami technicznymi. Nie odezwą się do ciebie, utwierdzając cię w przekonaniu, że znalazłeś się w obcym świecie, chcącym zatrzeć ślady po twoim istnieniu. Jak wiatr, który wymazał ślady twoich kroków.
Na wschodzie żyją ludzie, choć sami życiem swojej wegetacji nie nazywają. Mogą tu egzystować dzięki sprzedawaniu przyjeżdżającym do Centrum karawanom zdemontowanych elementów fabryk i surowego złomu. Wśród złomiarzy najczęściej można spotkać desperacko poszukujących zarobku mieszkańców Frontu. Zwykle są to młodzi ludzie zbierający pieniądze na śmiesznie błahy, ale jedyny cel w życiu. Rotacja w tym fachu jest duża, ale zdarzają się też weterani, rekrutujący ludzi do zorganizowanych grup „odzyskiwaczy”. Obóz złomiarzy rzadko zamieszkuje więcej, niż pięćdziesiąt osób. Większe obozy zbierają się, jeżeli jest zamówienie na jakąś trudną do pozyskania część fabryki, na przykład na kompletną instalację do syntezy organicznej.
Androidy SSE.
Gdy nastąpiło masowe zamykanie fabryk, tysiące androidów znalazło w stanie bezczynności. Kartel nigdy nie podjął decyzji o ich utylizacji, przez co we wschodnim i centralnym SSE samowolnie żyje wiele tysięcy androidów. To, jaka jest ich obecna liczebność i w jaki sposób utrzymywane są przy życiu jest niejasne. Ich ilość powinna spadać, jeżeli nie z braku pożywienia, to z powodu zaprogramowanej śmierci. Zeznania żołnierzy, złomiarzy i pielgrzymów jednoznacznie wskazują na coś odwrotnego- że grupki androidów coraz łatwiej spotkać w ruinach fabryk.
Jaka jest ich struktura społeczna? Czy grupy się między sobą porozumiewają? A przede wszystkim- dlaczego w losowych miejscach spotyka się skrzynie z żywnością sygnowaną przez Kartel? Ostatnie pogłoski nie są sprawdzone, ale założenie że Kartel odżywia androidy rozwiązałoby kilka niejasności. Nie rzuca to tylko światła na właściwą motywację firmy.
Z androidami trzeba „walczyć”, czyli powstrzymywać wszystkie próby emigracji z Frontu. Choć jest to dla nich na pewno wielkie wyzwanie, androidy nieustannie próbują uciekać, jakby było to zakodowane w ich instynkcie. Czasami próby są podejmowane przez jednostki humanoidalne, które muszą być wożone na posterunek w celu identyfikacji człowiek/obcy. Grupy wracających z SSE pielgrzymek są problematyczne, gdyż należy wszystkich ludzi również poddawać kontroli, by mieć pewność że do grupy nie wmieszał się jakiś emigrant. Patrole z wdzięcznością przyjmują wszystkie formy łapówki, zwalniające ich z tego obowiązku.
Wewnątrz SSE zdarzały się przypadki „ataków” androidów na ludzi. Napaść najczęściej przybiera postać żebrania o żywność i tani sprzęt, taki jak kuchenki i odzież. Próby wyłudzenia byłyby łatwe do zignorowania, gdyby nie liczebność żebraków. Czasami grupa pięćdziesięciu jednostek czeka w milczeniu, gdy jeden „dyplomata” targuje się o datek. Bliżej centrum SSE zdarzały się kradzieże, a androidy ogólnie zachowują się bardziej napastliwie i żądają większych danin. Do podróży przez SSE najlepiej przygotować się zawczasu i zabrać dodatkowe racje żywności oraz zapasowy sprzęt.